TESTUJEMY

Kosmetyki Fisher Price

Posted by on 19:40 in Beuty Mama, Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Kosmetyki Fisher Price

Człowiek uczy się przez całe życie. Uczy się na własnej skórze – dosłownie i w przenośni. Dziś właśnie będzie nieco o nauce, nieco o skórze i  nieco o kosmetycznych nowościach dla dzieci od Fisher Price.       Markę Fisher Price znamy już czas jakiś. Kiedy Smyk był mały towarzyszyły mu zabawki sygnowane właśnie tym znakiem. Ładne, trwałe, kolorowe. Często sięgaliśmy po zabawki edukacyjne. Zawsze byliśmy zadowoleni. Tym razem sięgnęliśmy po… kosmetyki! Tak, Fisher Pirice proponuje również linię kosmetyków dla dzieci! Trzeba przyznać, że dbałość o małego klienta widoczna jest na każdym kroku.  Urzekają już same opakowania. Pastelowe kolory, wesołe rysunki zdobią nie tylko butelki, ale i papierowe opakowania. Pudełka z serii ATOPIC dziecko może pokolorować.     Jednak tak naprawdę nie to jest najważniejsze. Ważne jest, iż wszystkie kosmetyki Fisher Price powstały z myślą o skórze małego dziecka. A ta bardzo się różni od naszej, o czym często my dorośli zapominamy. Tych różnic jest wiele. Maluch posiada niedojrzałą skórę właściwą, nieaktywne gruczoły łojowe, nadreaktywne włókna nerwowe, gęściej rozmieszczone, ale słabiej działające gruczoły potowe, wreszcie mniejszą ilość lipidów. To wszystko powoduje zwiększoną podatność malucha na zakażenia czy to bakteryjne, czy to grzybicze. Skóra małego dziecka w większym stopniu narażona jest na utratę wody, a jednocześnie na większość wchłanialność szkodliwych czynników zewnętrznych. Posiada też mniej sprawną termoregulację wynikającą z ograniczenia gruczołów potowych. Wszystkie te różnice sprawiają, iż kosmetyki dla dzieci powinny być przez rodziców dobrane ze szczególną starannością.     Zdrowa skóra powinna chronić organizm przed szkodliwymi drobnoustrojami, czynnikami alergizującymi i zanieczyszczeniami środowiskowymi. Niestety, skóra dzieci często nie posiada odpowiedniej odporności. Dlatego potrzebuje wsparcia, a to właśnie dają jej kosmetyki z dodatkiem probiotyków. Probiotyki nie zawierają żadnych mikroorganizmów, jedynie substancje pobudzające ich wzrost. W kosmetykach stosowane są w celu stymulacji korzystnej mikroflory na powierzchni skóry. Doskonale sprawdzają się w pielęgnacji skóry wrażliwej. Probiotyk zawarty w kosmetykach Fischer Price nie przenika przez skórę, ale razem z warstwą kremu pozostaje na skórze i tworzy warstwę okluzyjną i w ten sposób działa na skórę tworząc na jej powierzchni środowisko sprzyjające namnażaniu się „dobrych” bakterii wzmacniając odporność dziecka.     Gama kosmetyków Fisher Price zawierających probiotyk jest dość długa. Nawet chusteczki nawilżające, tak niezbędne w pierwszych latach życia dziecka zawierają formułę Probiotic Complex. Są delikatne i doskonale nadają się do codziennej pielęgnacji. Łagodnie i skutecznie oczyszczają pozostawiając uczucie czystości i świeżości. Chusteczki zawierają alantonine o właściwościach łagodzących i redukujących podrażnienia. Są też bezpieczne dla wegan.     Drugim kosmetykiem pielęgnującym jest Krem pośladkowy przeciw odparzeniom. Zawiera on dobroczynny Natural Bee Complex, który łagodzi i przynosi ulgę skórze skłonnej do otarć i zaczerwień. Tworzy barierę przed działaniem moczu i kału maluszka. Przyśpiesza też regenerację naskórka, odbudowuje warstwę lipidową skóry pozostawiając na niej natłuszczający film ochronny. Krem pośladkowy przeciw odparzeniom zawiera między innymi wosk pszczeli, tlenek cynku, witaminę E. Nie posiada za to alergenów, donorów formaldehydu, barwników i kompozycji zapachowych.     O twarz naszej pociechy zatroszczą się dwa kremy. Probiotyczno – odżywczy krem na każą pogodę oraz Probiotyczny krem odżywczo – nawilżający. Pierwszy z nich faktycznie nadaje się na każdą pogodę dzięki między innymi Probiotic Complex oraz olejowi migdałowemu, masłu shea, wysoce oczyszczonej formie lanoliny oraz mocznikowi. Chroni skórę dziecka przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych, takich jak wiatr, temperatura. Z kolei Probiotyczny krem odżywczo – nawilżający przeznaczony jest dla dzieci ze skórą normalną i suchą. Prócz probiotyku, masła shea oraz mocznika w swym składzie posiada...

read more

Żubr Pomponik

Posted by on 21:45 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Żubr Pomponik

Pewnie zastanawiacie się, o której odsłonie Żubra Pomponika dziś będzie. Wszak ten sympatyczny zwierzak pojawił się w książkach Tomasza Samojlika oraz w filmie animowanym. Teraz Pomponika z Puszczy Białowieskiej spotkać będzie  można również w grze planszowej Wydawnictwa EGMONT.     Bohaterem gry jest Żubr Pomponik stworzony przez wspomnianego Tomasza Samojlika, będącego wielkim pasjonatem, badaczem historii przyrodniczej Puszczy Białowieskiej. Znany twórca komiksów i książek dla dzieci, w których stara się popularyzować wiedzę o przyrodzie, prócz Żubra Pomponika powołał również do życia żubra Żorż, wilka Ambaras, wyderkę Salwinke, wreszcie ryjówkę malutką Dobrzyk.     Dla niektórych zatem gra Żubr Pomponik będzie kolejnym spotkaniem z wesołym zwierzakiem. Autorem gry jest Martin Nedergaard Andersen. Na pudełku gry jest informacja, iż ta powstała na podstawie serialu. Serial z kolei inspirowany był właśnie książkami, o których pisaliśmy. Pomponik jak już wiemy, to żubr. Ten mieszkaniec Puszczy Białowieskiej ma nietypowe zainteresowania. Zamiast tradycyjnego przepychania się rogami, woli chodzić do puszczy w towarzyskim celu. Poznaje tu bowiem przyjaciół i zgłębia różne tajniki lasu.     Bardzo ładnie wydana gra skierowana jest niemal do każdego. Mogą w nią grać już czteroletnie dzieci. Górna granica wieku nie jest określona, bowiem dobra zabawa nie zna ograniczeń. W skład gry wchodzą: jedna plansza, dwie kostki, figurka Pompika, znacznik słońca, czterdzieści dwa żetony kwiatków oraz trzynaście kafelków. W wielkim skrócie gra polega na tym, aby nazbierać kwiatków na urodziny jego siostry Pomponika czyli Polinki. Zatem rozkładamy planszę, następnie kafelki zwierząt tak aby je widzieć. Wszystko po to, aby zapamiętać, gdzie który się znajduje. Potem kafelki ze zwierzątkami zakrywamy. Grę rozpoczyna najmłodszy uczestnik zabawy. Do tego potrzebna będzie kostka, a ściślej dwie kostki. Można na nich znaleźć cyfry oraz samego Żubra Pomponika. Cyfry na obu kostkach to możliwość ruchu do przodu o dowolną z wylosowanych cyfr. Niestety, Pomponik na dwóch kostkach to „stop” czyli brak ruchu.  Gdy już się ruszymy, odsłaniamy leżący w danym miejscu kafelek ze zwierzątkiem i kładziemy go w miejsce z którego przyszliśmy. Teraz należy znaleźć drugi pasujący kafelek zwierzątka. Gdy nam się to uda, należy wylosować sobie kwiatek. Rozgrywka trwa aż zajdzie słońce. Wygrywa osoba, która ma więcej kwiatków.     Gra jest wbrew pozorom bardzo łatwa. Może nieco przypominać memory, ale na wyższym poziomie. Grając w nią ze swymi Smykami uczymy je logicznego myślenia. Ćwiczymy też pamięć, która przyda się naszym pociechom w szkole. Na dodatek dzieciaki dowiadują się jakie zwierzęta mieszkają w Puszczy Białowieskiej. Jako, że w ten weekend następuje zmiana czasu i wieczory będą jeszcze dłuższe, gra Żubr Pomponik doskonale sprawdzi się w każdej rodzinie. My na pewno do niej wrócimy. Sięgniemy też po książkę, której szczerze powiedziawszy do tej pory jeszcze nie czytaliśmy. Aha, i jeszcze rzecz jasna, pokusimy się o obejrzenie filmu. Plan na jesień gotowy.     Wydawnictwo EGMONT Gra Żubr Pomponik...

read more

Ryzyk fizyk

Posted by on 11:47 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Ryzyk fizyk

Ryzyk fizyk to potocznie używane powiedzenie w momencie podejmowania ważnej, ryzykownej decyzji stało się również tytułem gry towarzyskiej, która skradła serca graczy na całym świecie. Mieliśmy okazję zagrać w nią i my. Towarzystwo składało się z najbliższej rodziny, ale zabawa była przednia.     Polska edycja najczęściej nagradzanej gry imprezowej Wits & Wagers za sprawą Wydawnictwa EGMONT znalazła się w naszym domu. Ponad 1 milion sprzedanych egzemplarzy, ponad 20 nagród i nominacji, w tym: Najlepsza gra imprezowa, Najlepsza gra wiedzowa wszechczasów – sami przyznacie, że tyle tytułów i nagród zobowiązuje. Z wypiekami na twarzy siadaliśmy zatem do żółtego pudełka. Te, wcale niemałe skrywa prawdziwe skarby – 7 płytek w kolorze graczy oraz suchościeralne pisaki z gąbeczkami. Dodatkowo po dwa ciężkie żetony pokerowe w kolorach graczy. Wspólnymi elementami są tekturowe żetony monet, mata do gry, karty z pytaniami oraz klepsydra. szczerze powiedziawszy na pierwszy rzut oka pomyśleliśmy, że gra przypomina nam bardziej kasyno, a nie grę planszową. Zielona mata z polami zawierającymi przelicznik żetonów daje takie skojarzenia. Jednak w grze Ryzyk Fizyk najważniejsze są karty z pytaniami. Tych jest sto dwadzieścia sześć. Na awersie znajdują się dwa pytania z podanym źródłem, na rewersie znajdziemy odpowiedzi do pytań i ciekawostki.     Ryzyk Fizyk to gra opierająca się na pytaniach quizowych z wiedzy ogólnej. Pytania zaskoczą nas nie raz. Są z różnych dziedzin. Czasami bywają śmieszne i niezwykłe. Ile ważył najcięższy w historii mistrz sumo?  Ilu ludzi spacerowało po Księżycu? Ile koni wzięło udział w ekranizacji „Krzyżaków”? Jednak nie musisz być ekspertem w każdej z nich. Szansę na wygraną masz, jeśli obstawisz właściwe odpowiedzi i zaryzykujesz. Ryzyk fizyk chciałoby się powiedzieć. W grze trzeba mieć również trochę szczęścia. Kto w naszej rodzinie okazał się być zwycięzcom lub inaczej największym ryzykantem? Niech to pozostanie słodką tajemnicą. Kto ciekaw samej gry i emocji z nią związanych powinien bez wahania po nią sięgnąć. Nam się podobała. Zasady są proste, choć pytania czasem mniej… W tej grze liczy się dobra zabawa i uśmiech, a te przez cały czas rozgrywki były naszymi towarzyszami. Do licznych nagród i tytułów przyznajemy grze i swoją – Nagroda Smyka!          Wydawnictwo EGMONT Ryzyk Fizyk  ...

read more

Lumene – prosto z natury

Posted by on 13:20 in Beuty Mama, Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Lumene – prosto z natury

To był przypadek. Fatum. Zrządzenie losu. Opatrzność. Jak zwał, tak zwał. Faktem jest, że nasze pierwsze spotkanie było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Fińskie kosmetyki Lumene zrobiły na mnie wrażenie i zakochałam się w nich od pierwszego zastosowania. Dotąd Finlandia postrzegana była przeze mnie jako doskonały kierunek kolejnej podróży. Cicha, spokojna, majestatyczna z cudownej urody naturą.     Tą cudowną urodę i zarazem prostotę odnajdziemy też w kosmetykach Lumene. W Finlandii marka znana jest od lat czterdziestych, początkowo jako firma farmaceutyczna, później w latach siedemdziesiątych staje się jedną z wiodących firm na rynku produktów przeznaczonych do pielęgnacji skóry twarzy i ciała. Ale dobra sława pochodzi nie tylko z dbałości o swoje wyroby, również dbałości o środowisko naturalne, z którego tak wiele czerpie. Ta swoistego rodzaju symbioza możliwa jest dzięki naturalnym cechom Finów – umiłowaniu natury i prostoty życia. Piękno według Finów to składowa prawidłowego odżywiania, uprawianie sportów, spędzanie czasu na łonie przyrody oraz skuteczna pielęgnacja.  Tak, to właściwie filozofia, która przekłada się na nasze zdrowie i urodę. Harmonia, tak jak w naturze, którą to w surowej i ujmującej postaci mieszkańcy tego północno europejskiego kraju doświadczają co dnia, jest przez przypadek doświadczana także przeze mnie.     W Finlandii kobiety są naturalnie piękne. Ich celem jest podkreślenie tego co w nich najlepsze. To z myślą o nich i innych kobietach powstała marka Lumene.  Inspiracją było ponoć krystalicznie czyste Jezioro Lummenne, znajdujące się w centrum pojezierza fińskiego. Wszystkie produkty Lumene cechuje najwyższa jakość pochodzenia naturalnego. Produkty tworzone są z nie skażonych składników, zbieranych ręcznie takich jak: arktyczna róża, czarna porzeczka, żurawina, borówki, torf, biały torf, wrzos, siemię lniane i wiele innych. Kosmetyki nie zawierają parabenów, nie są testowane na zwierzętach, a ich opakowania nie są szkodliwe dla środowiska. Marka jako pierwsza zaczęła stosować ręcznie zbierane arktyczne jagody, które po przetworzeniu według naukowych procedur tworzyły bezpieczne dla zdrowia i środowiska odżywiające produkty pielęgnacyjne. Niebagatelne znaczenie odgrywa również arktyczna woda źródlana używana przy produkcji kosmetyków Lumene.  Jakość fińskiej wody jest oceniana najwyżej na świecie między innymi wg. Unesco World Water Assessment Program 2003.     Jako, że   „czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko”   postanowiłam na własnej skórze sprawdzić fińską, arktyczną moc zamkniętą w trzech mini produktach firmy Lumene. Zaczęłam od … sauny. Tak, to również fiński wynalazek popularny i oczywisty w Finlandii tak bardzo, że nie sposób go pominąć rozpoczynając fiński tydzień dla urody.     Lumene SISU, maska oczyszczająco-detoksykująca to był pierwszy kosmetyk, po który sięgnęłam. Po saunowaniu moja skóra była gotowa na przyjęcie wszelkich dobrodziejstw. Byłam gotowa na detoks i oczyszczenie, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Zgasiłam komputer, wyłączyłam telefon, oczyściłam twarz, nałożyłam odpowiednią warstwę kosmetyku i na piętnaście minut wygodnie ułożyłam się w ulubionym fotelu. Moja zmęczona skóra, narażona na szkodliwy wpływ mojego kochanego, śląskiego środowiska wreszcie mogła odpocząć. Otulona ekstraktem z kory arktycznej sosny i z sęków arktycznego świerku, oleju z nasion arktycznej borówki brusznicy oraz czarnej jagody nabierała kolorytu i blasku. Bezpośrednio po nałożeniu maseczki odczuwałam delikatne mrowienie, ale nie było ono w żaden sposób nieprzyjemne, bolesne czy uciążliwe. Po wskazanym czasie zmyłam kremową maź, która częściowo zdążyła się wchłonąć. Robiłam to tak, jak robi się peeling, gdyż maseczka zawiera minimalne drobinki. Do rytuału wróciłam jeszcze kilkukrotnie, na tyle bowiem pozwoliło mi 15 ml opakowanie mini produktu. Moja twarz zaprzyjaźniła się z maseczką doceniając jej moc. Już po pierwszej aplikacji buzia wyglądała na wygładzoną, rozjaśnioną, pory były zwężone, a koloryt znacznie się poprawił.          Latem w Finlandii, a w szczególności w...

read more

Szybka recenzja szybkiej gry rodzinnej

Posted by on 16:29 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Szybka recenzja szybkiej gry rodzinnej

Niedzielne, leniwe popołudnie. Brzuchy pełne, humory dobre, tylko za oknem grzmi od czasu do czasu… Siadamy zatem ponownie do stołu, tym razem do szybkiej rozgrywki. Polska Luxtorpeda sprawi, że wyruszymy w podróż po kraju nie ruszając się z miejsca.     Gra Polska Luxtorpeda od Wydawnictwa EGMONT składa się z dwóch tali kart, które umożliwiają rozgrywkę łatwiejszej i trudniejszej wersji. Na „pierwszy ogień” Smyk sięga po wersję podstawową, celowo unikając określenia „łatwiejszą”. Na kartach znajdziemy ilustracje przedstawiające zwierzęta, owoce, warzywa, maszyny, potrawy, święta… Czas zatem przekonać się, kto zostanie mistrzem. Smyk rozkłada siedem kart kategorii. Na tych kartach znajdują się wszystkie symbole z kart danego rodzaju. Pod każdą taką kartą układa się po jednej odsłoniętej karcie, tak by wszyscy mogli zapamiętać co na niej widnieje. Po krótkiej chwili zakrywamy karty i dobieramy kartę z wierzchu talii. To ona wskaże nam kategorię. Trudność polega na tym, że grający muszą wskazać co jest na zasłoniętej karcie we wskazanej kategorii. Liczy się nie tylko poprawna odpowiedź, ale również szybkość. Najszybszy gracz za prawidłową odpowiedź bierze kartę jako punkt zwycięstwa i zastępuję ją nową kartą. Teraz już wiadomo, dlaczego gra jest szybka. Karty na stole zmieniają się w ogromnym tempie, a zwycięstwo zapewni nam posiadanie jak największej ich ilości.     Po kilku wprowadzających rundkach, przy dalszej niepewności pogodowej, postanowiliśmy wzbogacić naszą grę o trudniejsze elementy – baśnie i legendy, przywódcy, ważne daty,  pomniki, sport oraz sławni ludzie. Dla ośmiolatka to bardzo kształcąca gra. Nie posiada jeszcze tak szerokiej wiedzy o Polsce, nie ma w szkole historii, chemii, sztuki… Ale – każdy pretekst jest dobry, by poszerzyć swoje horyzonty. Doświadczenie pokazało, że dzieciaki są chłonne jak gąbka i nawet z pozoru trudną wiedzę są w stanie szybko sobie przyswoić jeśli potraktują całość jak dobrą zabawę z odrobiną rywalizacji. Smyk już wie kto to Maria Skłodowska – Curie, ba wie nawet (za sprawą mamy), że zdobyła ona Nagrodę Nobla za odkrycie radu i polonu. A burzy jak nie było, tak nie ma…   Wydawnictwo EGMONT Polska Luxtorpeda Autor: Reiner Knizia Ilustracje: Robert Konrad     ...

read more

Wyprawa do babci czyli rodzinne rozgrywki

Posted by on 16:53 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Wyprawa do babci czyli rodzinne rozgrywki

Wciągnęły nas te planszówki do tego stopnia, że każdą wolną chwilę poświęcamy na małą, rodzinną rozgrywkę. Po Kotku Psotku, Małych detektywach postanowiliśmy wybrać się na Wyprawę do babci.     Wyprawy do babci – te prawdziwe, co niedziele – zawsze są miłe i pełne radości. Z podobnym nastawieniem zasieliśmy do kolejnej gry z serii gier kooperacyjnych. Mamy już w tym temacie małe doświadczenie i szczerze powiedziawszy gry, w których bazuje się na współpracy i pracy zespołowej niezmiernie nam się podobają. Lubi w nie grać Smyk, bowiem jakkolwiek by nie grał, nie musi się przejmować przegraną. Tu liczy się przede wszystkim dobra zabawa i wspólnie spędzony czas.     Celem gry Wyprawa do babci jest… dotarcie do babcie. – Niemal jak w bajce o Czerwonym Kapturku – zauważył przystępując do rozgrywki Smyk. Skojarzenie okazało się być całkiem celnym, szczególnie iż gracze podobnie jak bohaterka bajki, starają się dotrzeć do babci z prezentem, który mógłby sprawić jej radość i wywołać uśmiech. Podobnie jak w bajce na zmierzających do babci czeka wiele przygód i niebezpieczeństw. Kiedy staną na planszy na miejscu oznaczonym koniczynką będą mieli okazję dokonać wyboru jednego z przedmiotów, który ich zdaniem będzie najbardziej przydatnym. Warto przedyskutować wybór, zastanowić się i podjąć dobrą decyzję, ponieważ może ona rzutować na dalszy przebieg gry. Kiedy bowiem zatrzymamy się na polu z przeszkodą, warto mieć pod ręką przedmiot ułatwiający jej pokonanie. A przeszkodą może być ciemny las, burza, płot, jaskinia…   Gra jest wbrew pozorom bardzo prosta i nawet mniejsze dzieciaki w mig pojmą jej zasady. Prócz współpracy uczy trudnej sztuki argumentacji, wypowiedzi, rozwija umiejętność skojarzeń oraz wyobraźnię.     Autorem tej gry jest Jim Deacove od ponad propagujący gry i zabawy oparte na współpracy. Uważa on, że ludzie powinni kooperować, wspólnie rozwiązywać problemy i cieszyć się swoim towarzystwem, a nie cały czas rywalizować. Do dnia dzisiejszego Jim Deacove wydał już ponad 100 tego rodzaju gier.     Wydawnictwo EGMONT Wyprawa do babci   Autor: Jim Deacove Ilustracje: Zofia Burkowska Wiek  ± 3  ...

read more

Mali detektywi czyli kolejna gra kooperacyjna

Posted by on 12:48 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Mali detektywi czyli kolejna gra kooperacyjna

Mali detektywi to kolejna gra kooperacyjna, po którą sięgnęliśmy. Po wielu miłych chwilach jakie spędziliśmy z Kotkiem Psotkiem postanowiliśmy wcielić się w rolę detektywów.     Cała nasza rodzina bardzo lubi gry planszowe. Nawet w zabieganym tygodniu staramy się znaleźć wolny wieczór, aby spędzić wspólnie czas. Mali detektywi z serii gier kooperacyjnych zajęły nam wczorajszy. Zabawa była przednia. Smyk zna już ten rodzaj gier i szczerze powiedziawszy bardzo je polubił. Ich zasadą jest bowiem gra w drużynie. Walczymy o wspólny wynik, nie rywalizujemy, ale też nie dajemy „forów” Smykowi. Jest przy tym sporo dyskusji, rozmów i śmiechu.     Mali detektywi to nieco rozbudowana gra w memory – tak przynajmniej zauważył Smyk. Na planszy przypominającej dom układamy żetony przedmiotów oraz zegarów. Trzy z nich ukrywamy pod skrzynią (z wyjątkiem zegarów). Rozgrywkę zaczyna najmłodszy z graczy. Odkrywa on dwa dowolne żetony i przez chwilę pozostawia, tak aby wszyscy mogli się im przyjrzeć. Tak jak w memory – jeśli znajdziemy parę odkładamy ją na bok. Jeśli jednak trafimy na zegar wrzucamy go do piwnicy, a wskazówkę zegara na tarczy przesuwamy o godzinę do przodu. Jeśli wskazówka obiegnie całą tarcze, oznacza to, że czas na odkrywanie żetonów się zakończył. Teraz jak detektywi musimy odkryć jakie żetony znajdują się w skrzyni. Czasami jest to łatwe, a innym razem…   Autorem tej gry jest Jim Deacove od ponad propagujący gry i zabawy oparte na współpracy. Uważa on, że ludzie powinni kooperować, wspólnie rozwiązywać problemy i cieszyć się swoim towarzystwem, a nie cały czas rywalizować. Do dnia dzisiejszego Jim Deacove wydał już ponad 100 tego rodzaju gier. Mali detektywi to jedna z najbardziej znanych jego gier.   Wydawnictwo EGMONT Gra Mali detektywi Autor: Jim Deacove Ilustracje: Zofia Burkowska Wiek  ± 3...

read more

Za moich czasów czyli Pan tu nie stał!

Posted by on 12:34 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Za moich czasów czyli Pan tu nie stał!

Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek powiem do Smyka „za moich czasów”… A jednak. Pretekstem do wspominek bez tęsknoty stała się gra Wydawnictwa Egmont „Pan tu nie stał! Demoludy”.     Miałam mniej więcej tyle lat ile Smyk teraz kiedy szczytem marzeń rodziców był Fiat 126p. Nie ma się co dziwić, sklepowe lady świeciły wtedy pustkami. Dzieciństwo nierozerwalnie kojarzy mi się z kartkami, kolejkami i walką o najprostsze artykuły spożywcze. Dziś brzmi to jak bajka, w którą Smyk do końca nie chce wierzyć. Ale przecież tak było i to całkiem niedawno! Kilometrowe kolejki, komitety kolejkowe i „pan, pani tu nie stała” wypowiadane za każdym razem, gdy ktoś próbował pominąć ogonek. My do gry „Pan tu nie stał! Demoludy” zasiedliśmy z pewnym sentymentem. Nie, nie za brakiem wszystkiego, czarnym rynkiem i wyjazdami handlowymi, ale za dzieciństwem z trzepakiem i paczką przed blokiem.     Zatem wróćmy do gry. Niewielkie pudełko mieści wszystko co do rozgrywki nam potrzeba. Jest dziewięćdziesiąt kart towarów, czternaście akcji oraz sześć dolarów. Są żetony w różnych kolorach, pięć dwustronnych kart z samochodami oraz jedna karta paszportu.     Gra składa się z kilkunastu licytacji, w których gracze za pomocą kart będą starali się zdobyć żetony z żetonami. Wygrywa gracz, który jako pierwszy zdobędzie towary z czterech różnych państw. Podczas gry walczy się o deficytowe towary rzucane do sklepów. Nie jest to jednak takie łatwe, ponieważ inni gracze również marzą o butach Relax czy magnetofonie szpulowym! Pierwsza rozgrywka wraz ze Smykiem przyniosła wiele przerw, bo co rusz trzeba było coś tłumaczyć. Co to jest samowar? Czy buty czeszki pochodzą z Czech? Jak się relaksowałaś w butach Relax? Dlaczego babcia kolekcjonowała kryształy? I wreszcie kto to jest ten cinkciarz.     Oczywiście gra ma możliwość zabawy na zasadach zaawansowanych, jednak my póki co skupimy się na opanowaniu podstawowej rozgrywki. Jeśli gra Wam się spodoba można też sięgnąć po Pan tu nie stał! oraz Pan tu nie stał! Cinkciarz.   Wydawnictwo EGMONT       Pan tu nie stał! Demoludy Autor: Reiner Knizia Ilustracje: Marek...

read more

Słowo Stwory

Posted by on 18:16 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Słowo Stwory

Od paru dni tworzymy i to zawzięcie. I nie o dzieła plastyczne czy muzyczne tu chodzi, a o … słowa!     Nowa gra planszowa Smyka Słowo Stwory zawładnęła naszym czasem wolnym. Oddaliśmy się jej z przyjemnośćią, szczególnie, iż dla ośmiolatka to fantastyczna gra wzbogacająca zasób słownictwa i przynosząca ogrom rozrywki. Gra autorstwa Filipa Miłuńskiego  jest grą uniwersalną. Można grać w jej trudniejszą lub tak jak my wraz ze Smykiem, łatwiejszą wersję. Celem gry jest zdobycie jak największej liczby SłowoStworów. Aby je zdobyć należy wymyśleć słowa z danej kategorii zawierające litery widoczne na kartach. Myślicie, że to takie łatwe? To proszę o podanie miasta zawierającego w nazwie litery H i Z. Ośmiolatek może natrafiać na małe problemy, ale w sumie gra jest dość łatwa. Podczas gry ćwiczymy i utrwalamy cały alfabet oraz składając litery tworzymy słowa.     Czas na wskazanie poprawnego słowa odmierza klepsydra, więc trzeba się śpieszyć. Wszyscy gracze w tym samym czasie starają się podać właściwe słowo. Pamiętać należy, że musi ono pasować do kategorii, którą wskazuje rzucona kostka do gry. Ten z graczy, który jako pierwszy poda poprawne słowo zdobywa dwa SłowoStwory. Pozostali gracze jeśli tylko podadzą poprawne słowo i zmieszczą się w czasie mogą liczyć na jednego SłowoStwora. Ważne, aby podawane słowa nie powtarzały się w danej rundzie. Gra kończy się w momencie, gdy któryś z uczestników zabawy zdobędzie dziesiątego SłowoStwora.     Trudniejsza wersja gry przeznaczona jest dla starszych dzieci oraz już wprawionych twórców słów. Celem gry jest również zdobycie jak największej ilości punktów. Można to zrobić w pojedynkach na słowa, z kart liter stworzyć fragmenty alfabetu by na koniec rundy wymienić je na SłowoStwory. Trudniejsza wersja gry dzieli się na cztery rundy. Każda z rund przebiega według schematu – odkrycie żetonu rundy, pojedynki na słowa, zdobycie SłowoStworów.  Najciekawsze są oczywiście pojedynki, szczególnie że rozpoczynający go sam wybiera sobie przeciwnika. W tej wersji gry są również „ułatwiacze” dla tych którzy grają po raz pierwszy lub dla najmłodszych uczestników zabawy. Karta pomocy oraz karta z jokerem mają właśnie takie zadanie. Smyk z trudniejszą wersją jeszcze się nie mierzył. Gra zatem zostanie z nami co najmniej na kilka lat.   Wydawnictwo EGMONT Gra Słowo Stwory Autor: Filip Miłuński Ilustracje: Maciej...

read more

100 zabaw z robotem Eliotem

Posted by on 19:02 in Książki, Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

100 zabaw z robotem Eliotem

Szukacie dla swoich pociech mądrych, edukacyjnych książeczek? Pragniecie wspomagać jego rozwój już od najmłodszych lat? Nie wiecie jak to zrobić? Na pomoc przybędzie Wam Kapitan Nauka!      Kapitan Nauka to edukacyjna seria obejmująca zagadki, gry i książeczki wspomagające rozwój dziecka poprzez kreatywną zabawę od Wydawnictwa Edgard. Sprzyja ona rozwojowi wyobraźni i aktywności twórczej, a także pobudza ciekawość i zachęca do poznawania świata. Przygotowane i opracowane przez specjalistów materiały przeznaczone są dla dzieci w różnym przedziale wiekowym. I tak znajdziemy tu coś dla maluchów, przedszkolaków oraz uczniów. Wszystkie książeczki i karty zostały wyprodukowane w Polsce, z najwyższą dbałością o jakość i w trosce o bezpieczeństwo dzieci i są naprawdę bardzo fajne. Całą, kompletną propozycję znajdziemy na stronie internetowej http://kapitannauka.pl/. My dziś przedstawimy Wam jedną książkę z naprawdę bogatej oferty.   100 zabaw z robotem Eliotem     To wyjątkowy zestaw rozwijających zadań dla cztero i pięciolatków. Choć Smyk jest jak wiecie starszy, w zabawie z robotem Eliotem odnalazł ogrom frajdy. Inspirujące zagadki zawarte w książce i na 30 dwustronnych, zmywalnych kartach przybliżą dziecku świat kosmosu, wzbogacą słownictwo i pobudzą dziecięcą wyobraźnię. Dla Smyka łatwość rozwiązywania zadań sprawiała, iż nabierał z zadania na zadanie pewności siebie i przekonania, że matematyczne zadania i łamigłówki to doskonała zabawa. I o to właśnie chodzi, aby nauka przychodziła z zabawą, aby nie była przymusem tylko była czymś naturalnym. Osadzenie zadań, łamigłówek, szlaczków, zagadek w kosmicznym świecie planet, rakiet i robotów spodoba się szczególnie chłopcom. Dzieciaki, które postanowią zaprzyjaźnić się z robotem Eliotem nauczą się lub powtórzą już nabyte umiejętności w liczeniu w zakresie do dziesięciu. Będą miały też okazję poćwiczyć spostrzegawczość i logiczne myślenie. Zestaw czyli karty i książeczka stanowią również doskonały wstęp do nauki pisania i czytania. W skład zestawu wchodzi również flamaster. Całość w pudełeczku, walizeczce, tak aby wszystko było w jednym miejscu i zawsze pod ręką. 100 zabaw z robotem Eliotem doskonale nadaje się na prezent, który nie tylko będzie bawić , ale i sporo nauczy.     Wydawnictwo Edgard 100 zabaw z robotem Eliotem  Autorki: Bożena Dybowska, Anna Grabek Ilustratorka: Danka Fukowska...

read more