TESTUJEMY

Lumene – prosto z natury

Posted by on 13:20 in Beuty Mama, Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Lumene – prosto z natury

To był przypadek. Fatum. Zrządzenie losu. Opatrzność. Jak zwał, tak zwał. Faktem jest, że nasze pierwsze spotkanie było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Fińskie kosmetyki Lumene zrobiły na mnie wrażenie i zakochałam się w nich od pierwszego zastosowania. Dotąd Finlandia postrzegana była przeze mnie jako doskonały kierunek kolejnej podróży. Cicha, spokojna, majestatyczna z cudownej urody naturą.     Tą cudowną urodę i zarazem prostotę odnajdziemy też w kosmetykach Lumene. W Finlandii marka znana jest od lat czterdziestych, początkowo jako firma farmaceutyczna, później w latach siedemdziesiątych staje się jedną z wiodących firm na rynku produktów przeznaczonych do pielęgnacji skóry twarzy i ciała. Ale dobra sława pochodzi nie tylko z dbałości o swoje wyroby, również dbałości o środowisko naturalne, z którego tak wiele czerpie. Ta swoistego rodzaju symbioza możliwa jest dzięki naturalnym cechom Finów – umiłowaniu natury i prostoty życia. Piękno według Finów to składowa prawidłowego odżywiania, uprawianie sportów, spędzanie czasu na łonie przyrody oraz skuteczna pielęgnacja.  Tak, to właściwie filozofia, która przekłada się na nasze zdrowie i urodę. Harmonia, tak jak w naturze, którą to w surowej i ujmującej postaci mieszkańcy tego północno europejskiego kraju doświadczają co dnia, jest przez przypadek doświadczana także przeze mnie.     W Finlandii kobiety są naturalnie piękne. Ich celem jest podkreślenie tego co w nich najlepsze. To z myślą o nich i innych kobietach powstała marka Lumene.  Inspiracją było ponoć krystalicznie czyste Jezioro Lummenne, znajdujące się w centrum pojezierza fińskiego. Wszystkie produkty Lumene cechuje najwyższa jakość pochodzenia naturalnego. Produkty tworzone są z nie skażonych składników, zbieranych ręcznie takich jak: arktyczna róża, czarna porzeczka, żurawina, borówki, torf, biały torf, wrzos, siemię lniane i wiele innych. Kosmetyki nie zawierają parabenów, nie są testowane na zwierzętach, a ich opakowania nie są szkodliwe dla środowiska. Marka jako pierwsza zaczęła stosować ręcznie zbierane arktyczne jagody, które po przetworzeniu według naukowych procedur tworzyły bezpieczne dla zdrowia i środowiska odżywiające produkty pielęgnacyjne. Niebagatelne znaczenie odgrywa również arktyczna woda źródlana używana przy produkcji kosmetyków Lumene.  Jakość fińskiej wody jest oceniana najwyżej na świecie między innymi wg. Unesco World Water Assessment Program 2003.     Jako, że   „czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko”   postanowiłam na własnej skórze sprawdzić fińską, arktyczną moc zamkniętą w trzech mini produktach firmy Lumene. Zaczęłam od … sauny. Tak, to również fiński wynalazek popularny i oczywisty w Finlandii tak bardzo, że nie sposób go pominąć rozpoczynając fiński tydzień dla urody.     Lumene SISU, maska oczyszczająco-detoksykująca to był pierwszy kosmetyk, po który sięgnęłam. Po saunowaniu moja skóra była gotowa na przyjęcie wszelkich dobrodziejstw. Byłam gotowa na detoks i oczyszczenie, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Zgasiłam komputer, wyłączyłam telefon, oczyściłam twarz, nałożyłam odpowiednią warstwę kosmetyku i na piętnaście minut wygodnie ułożyłam się w ulubionym fotelu. Moja zmęczona skóra, narażona na szkodliwy wpływ mojego kochanego, śląskiego środowiska wreszcie mogła odpocząć. Otulona ekstraktem z kory arktycznej sosny i z sęków arktycznego świerku, oleju z nasion arktycznej borówki brusznicy oraz czarnej jagody nabierała kolorytu i blasku. Bezpośrednio po nałożeniu maseczki odczuwałam delikatne mrowienie, ale nie było ono w żaden sposób nieprzyjemne, bolesne czy uciążliwe. Po wskazanym czasie zmyłam kremową maź, która częściowo zdążyła się wchłonąć. Robiłam to tak, jak robi się peeling, gdyż maseczka zawiera minimalne drobinki. Do rytuału wróciłam jeszcze kilkukrotnie, na tyle bowiem pozwoliło mi 15 ml opakowanie mini produktu. Moja twarz zaprzyjaźniła się z maseczką doceniając jej moc. Już po pierwszej aplikacji buzia wyglądała na wygładzoną, rozjaśnioną, pory były zwężone, a koloryt znacznie się poprawił.          Latem w Finlandii, a w szczególności w...

read more

Szybka recenzja szybkiej gry rodzinnej

Posted by on 16:29 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Szybka recenzja szybkiej gry rodzinnej

Niedzielne, leniwe popołudnie. Brzuchy pełne, humory dobre, tylko za oknem grzmi od czasu do czasu… Siadamy zatem ponownie do stołu, tym razem do szybkiej rozgrywki. Polska Luxtorpeda sprawi, że wyruszymy w podróż po kraju nie ruszając się z miejsca.     Gra Polska Luxtorpeda od Wydawnictwa EGMONT składa się z dwóch tali kart, które umożliwiają rozgrywkę łatwiejszej i trudniejszej wersji. Na „pierwszy ogień” Smyk sięga po wersję podstawową, celowo unikając określenia „łatwiejszą”. Na kartach znajdziemy ilustracje przedstawiające zwierzęta, owoce, warzywa, maszyny, potrawy, święta… Czas zatem przekonać się, kto zostanie mistrzem. Smyk rozkłada siedem kart kategorii. Na tych kartach znajdują się wszystkie symbole z kart danego rodzaju. Pod każdą taką kartą układa się po jednej odsłoniętej karcie, tak by wszyscy mogli zapamiętać co na niej widnieje. Po krótkiej chwili zakrywamy karty i dobieramy kartę z wierzchu talii. To ona wskaże nam kategorię. Trudność polega na tym, że grający muszą wskazać co jest na zasłoniętej karcie we wskazanej kategorii. Liczy się nie tylko poprawna odpowiedź, ale również szybkość. Najszybszy gracz za prawidłową odpowiedź bierze kartę jako punkt zwycięstwa i zastępuję ją nową kartą. Teraz już wiadomo, dlaczego gra jest szybka. Karty na stole zmieniają się w ogromnym tempie, a zwycięstwo zapewni nam posiadanie jak największej ich ilości.     Po kilku wprowadzających rundkach, przy dalszej niepewności pogodowej, postanowiliśmy wzbogacić naszą grę o trudniejsze elementy – baśnie i legendy, przywódcy, ważne daty,  pomniki, sport oraz sławni ludzie. Dla ośmiolatka to bardzo kształcąca gra. Nie posiada jeszcze tak szerokiej wiedzy o Polsce, nie ma w szkole historii, chemii, sztuki… Ale – każdy pretekst jest dobry, by poszerzyć swoje horyzonty. Doświadczenie pokazało, że dzieciaki są chłonne jak gąbka i nawet z pozoru trudną wiedzę są w stanie szybko sobie przyswoić jeśli potraktują całość jak dobrą zabawę z odrobiną rywalizacji. Smyk już wie kto to Maria Skłodowska – Curie, ba wie nawet (za sprawą mamy), że zdobyła ona Nagrodę Nobla za odkrycie radu i polonu. A burzy jak nie było, tak nie ma…   Wydawnictwo EGMONT Polska Luxtorpeda Autor: Reiner Knizia Ilustracje: Robert Konrad     ...

read more

Wyprawa do babci czyli rodzinne rozgrywki

Posted by on 16:53 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Wyprawa do babci czyli rodzinne rozgrywki

Wciągnęły nas te planszówki do tego stopnia, że każdą wolną chwilę poświęcamy na małą, rodzinną rozgrywkę. Po Kotku Psotku, Małych detektywach postanowiliśmy wybrać się na Wyprawę do babci.     Wyprawy do babci – te prawdziwe, co niedziele – zawsze są miłe i pełne radości. Z podobnym nastawieniem zasieliśmy do kolejnej gry z serii gier kooperacyjnych. Mamy już w tym temacie małe doświadczenie i szczerze powiedziawszy gry, w których bazuje się na współpracy i pracy zespołowej niezmiernie nam się podobają. Lubi w nie grać Smyk, bowiem jakkolwiek by nie grał, nie musi się przejmować przegraną. Tu liczy się przede wszystkim dobra zabawa i wspólnie spędzony czas.     Celem gry Wyprawa do babci jest… dotarcie do babcie. – Niemal jak w bajce o Czerwonym Kapturku – zauważył przystępując do rozgrywki Smyk. Skojarzenie okazało się być całkiem celnym, szczególnie iż gracze podobnie jak bohaterka bajki, starają się dotrzeć do babci z prezentem, który mógłby sprawić jej radość i wywołać uśmiech. Podobnie jak w bajce na zmierzających do babci czeka wiele przygód i niebezpieczeństw. Kiedy staną na planszy na miejscu oznaczonym koniczynką będą mieli okazję dokonać wyboru jednego z przedmiotów, który ich zdaniem będzie najbardziej przydatnym. Warto przedyskutować wybór, zastanowić się i podjąć dobrą decyzję, ponieważ może ona rzutować na dalszy przebieg gry. Kiedy bowiem zatrzymamy się na polu z przeszkodą, warto mieć pod ręką przedmiot ułatwiający jej pokonanie. A przeszkodą może być ciemny las, burza, płot, jaskinia…   Gra jest wbrew pozorom bardzo prosta i nawet mniejsze dzieciaki w mig pojmą jej zasady. Prócz współpracy uczy trudnej sztuki argumentacji, wypowiedzi, rozwija umiejętność skojarzeń oraz wyobraźnię.     Autorem tej gry jest Jim Deacove od ponad propagujący gry i zabawy oparte na współpracy. Uważa on, że ludzie powinni kooperować, wspólnie rozwiązywać problemy i cieszyć się swoim towarzystwem, a nie cały czas rywalizować. Do dnia dzisiejszego Jim Deacove wydał już ponad 100 tego rodzaju gier.     Wydawnictwo EGMONT Wyprawa do babci   Autor: Jim Deacove Ilustracje: Zofia Burkowska Wiek  ± 3  ...

read more

Mali detektywi czyli kolejna gra kooperacyjna

Posted by on 12:48 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Mali detektywi czyli kolejna gra kooperacyjna

Mali detektywi to kolejna gra kooperacyjna, po którą sięgnęliśmy. Po wielu miłych chwilach jakie spędziliśmy z Kotkiem Psotkiem postanowiliśmy wcielić się w rolę detektywów.     Cała nasza rodzina bardzo lubi gry planszowe. Nawet w zabieganym tygodniu staramy się znaleźć wolny wieczór, aby spędzić wspólnie czas. Mali detektywi z serii gier kooperacyjnych zajęły nam wczorajszy. Zabawa była przednia. Smyk zna już ten rodzaj gier i szczerze powiedziawszy bardzo je polubił. Ich zasadą jest bowiem gra w drużynie. Walczymy o wspólny wynik, nie rywalizujemy, ale też nie dajemy „forów” Smykowi. Jest przy tym sporo dyskusji, rozmów i śmiechu.     Mali detektywi to nieco rozbudowana gra w memory – tak przynajmniej zauważył Smyk. Na planszy przypominającej dom układamy żetony przedmiotów oraz zegarów. Trzy z nich ukrywamy pod skrzynią (z wyjątkiem zegarów). Rozgrywkę zaczyna najmłodszy z graczy. Odkrywa on dwa dowolne żetony i przez chwilę pozostawia, tak aby wszyscy mogli się im przyjrzeć. Tak jak w memory – jeśli znajdziemy parę odkładamy ją na bok. Jeśli jednak trafimy na zegar wrzucamy go do piwnicy, a wskazówkę zegara na tarczy przesuwamy o godzinę do przodu. Jeśli wskazówka obiegnie całą tarcze, oznacza to, że czas na odkrywanie żetonów się zakończył. Teraz jak detektywi musimy odkryć jakie żetony znajdują się w skrzyni. Czasami jest to łatwe, a innym razem…   Autorem tej gry jest Jim Deacove od ponad propagujący gry i zabawy oparte na współpracy. Uważa on, że ludzie powinni kooperować, wspólnie rozwiązywać problemy i cieszyć się swoim towarzystwem, a nie cały czas rywalizować. Do dnia dzisiejszego Jim Deacove wydał już ponad 100 tego rodzaju gier. Mali detektywi to jedna z najbardziej znanych jego gier.   Wydawnictwo EGMONT Gra Mali detektywi Autor: Jim Deacove Ilustracje: Zofia Burkowska Wiek  ± 3...

read more

Za moich czasów czyli Pan tu nie stał!

Posted by on 12:34 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Za moich czasów czyli Pan tu nie stał!

Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek powiem do Smyka „za moich czasów”… A jednak. Pretekstem do wspominek bez tęsknoty stała się gra Wydawnictwa Egmont „Pan tu nie stał! Demoludy”.     Miałam mniej więcej tyle lat ile Smyk teraz kiedy szczytem marzeń rodziców był Fiat 126p. Nie ma się co dziwić, sklepowe lady świeciły wtedy pustkami. Dzieciństwo nierozerwalnie kojarzy mi się z kartkami, kolejkami i walką o najprostsze artykuły spożywcze. Dziś brzmi to jak bajka, w którą Smyk do końca nie chce wierzyć. Ale przecież tak było i to całkiem niedawno! Kilometrowe kolejki, komitety kolejkowe i „pan, pani tu nie stała” wypowiadane za każdym razem, gdy ktoś próbował pominąć ogonek. My do gry „Pan tu nie stał! Demoludy” zasiedliśmy z pewnym sentymentem. Nie, nie za brakiem wszystkiego, czarnym rynkiem i wyjazdami handlowymi, ale za dzieciństwem z trzepakiem i paczką przed blokiem.     Zatem wróćmy do gry. Niewielkie pudełko mieści wszystko co do rozgrywki nam potrzeba. Jest dziewięćdziesiąt kart towarów, czternaście akcji oraz sześć dolarów. Są żetony w różnych kolorach, pięć dwustronnych kart z samochodami oraz jedna karta paszportu.     Gra składa się z kilkunastu licytacji, w których gracze za pomocą kart będą starali się zdobyć żetony z żetonami. Wygrywa gracz, który jako pierwszy zdobędzie towary z czterech różnych państw. Podczas gry walczy się o deficytowe towary rzucane do sklepów. Nie jest to jednak takie łatwe, ponieważ inni gracze również marzą o butach Relax czy magnetofonie szpulowym! Pierwsza rozgrywka wraz ze Smykiem przyniosła wiele przerw, bo co rusz trzeba było coś tłumaczyć. Co to jest samowar? Czy buty czeszki pochodzą z Czech? Jak się relaksowałaś w butach Relax? Dlaczego babcia kolekcjonowała kryształy? I wreszcie kto to jest ten cinkciarz.     Oczywiście gra ma możliwość zabawy na zasadach zaawansowanych, jednak my póki co skupimy się na opanowaniu podstawowej rozgrywki. Jeśli gra Wam się spodoba można też sięgnąć po Pan tu nie stał! oraz Pan tu nie stał! Cinkciarz.   Wydawnictwo EGMONT       Pan tu nie stał! Demoludy Autor: Reiner Knizia Ilustracje: Marek...

read more

Słowo Stwory

Posted by on 18:16 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Słowo Stwory

Od paru dni tworzymy i to zawzięcie. I nie o dzieła plastyczne czy muzyczne tu chodzi, a o … słowa!     Nowa gra planszowa Smyka Słowo Stwory zawładnęła naszym czasem wolnym. Oddaliśmy się jej z przyjemnośćią, szczególnie, iż dla ośmiolatka to fantastyczna gra wzbogacająca zasób słownictwa i przynosząca ogrom rozrywki. Gra autorstwa Filipa Miłuńskiego  jest grą uniwersalną. Można grać w jej trudniejszą lub tak jak my wraz ze Smykiem, łatwiejszą wersję. Celem gry jest zdobycie jak największej liczby SłowoStworów. Aby je zdobyć należy wymyśleć słowa z danej kategorii zawierające litery widoczne na kartach. Myślicie, że to takie łatwe? To proszę o podanie miasta zawierającego w nazwie litery H i Z. Ośmiolatek może natrafiać na małe problemy, ale w sumie gra jest dość łatwa. Podczas gry ćwiczymy i utrwalamy cały alfabet oraz składając litery tworzymy słowa.     Czas na wskazanie poprawnego słowa odmierza klepsydra, więc trzeba się śpieszyć. Wszyscy gracze w tym samym czasie starają się podać właściwe słowo. Pamiętać należy, że musi ono pasować do kategorii, którą wskazuje rzucona kostka do gry. Ten z graczy, który jako pierwszy poda poprawne słowo zdobywa dwa SłowoStwory. Pozostali gracze jeśli tylko podadzą poprawne słowo i zmieszczą się w czasie mogą liczyć na jednego SłowoStwora. Ważne, aby podawane słowa nie powtarzały się w danej rundzie. Gra kończy się w momencie, gdy któryś z uczestników zabawy zdobędzie dziesiątego SłowoStwora.     Trudniejsza wersja gry przeznaczona jest dla starszych dzieci oraz już wprawionych twórców słów. Celem gry jest również zdobycie jak największej ilości punktów. Można to zrobić w pojedynkach na słowa, z kart liter stworzyć fragmenty alfabetu by na koniec rundy wymienić je na SłowoStwory. Trudniejsza wersja gry dzieli się na cztery rundy. Każda z rund przebiega według schematu – odkrycie żetonu rundy, pojedynki na słowa, zdobycie SłowoStworów.  Najciekawsze są oczywiście pojedynki, szczególnie że rozpoczynający go sam wybiera sobie przeciwnika. W tej wersji gry są również „ułatwiacze” dla tych którzy grają po raz pierwszy lub dla najmłodszych uczestników zabawy. Karta pomocy oraz karta z jokerem mają właśnie takie zadanie. Smyk z trudniejszą wersją jeszcze się nie mierzył. Gra zatem zostanie z nami co najmniej na kilka lat.   Wydawnictwo EGMONT Gra Słowo Stwory Autor: Filip Miłuński Ilustracje: Maciej...

read more

100 zabaw z robotem Eliotem

Posted by on 19:02 in Książki, Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

100 zabaw z robotem Eliotem

Szukacie dla swoich pociech mądrych, edukacyjnych książeczek? Pragniecie wspomagać jego rozwój już od najmłodszych lat? Nie wiecie jak to zrobić? Na pomoc przybędzie Wam Kapitan Nauka!      Kapitan Nauka to edukacyjna seria obejmująca zagadki, gry i książeczki wspomagające rozwój dziecka poprzez kreatywną zabawę od Wydawnictwa Edgard. Sprzyja ona rozwojowi wyobraźni i aktywności twórczej, a także pobudza ciekawość i zachęca do poznawania świata. Przygotowane i opracowane przez specjalistów materiały przeznaczone są dla dzieci w różnym przedziale wiekowym. I tak znajdziemy tu coś dla maluchów, przedszkolaków oraz uczniów. Wszystkie książeczki i karty zostały wyprodukowane w Polsce, z najwyższą dbałością o jakość i w trosce o bezpieczeństwo dzieci i są naprawdę bardzo fajne. Całą, kompletną propozycję znajdziemy na stronie internetowej http://kapitannauka.pl/. My dziś przedstawimy Wam jedną książkę z naprawdę bogatej oferty.   100 zabaw z robotem Eliotem     To wyjątkowy zestaw rozwijających zadań dla cztero i pięciolatków. Choć Smyk jest jak wiecie starszy, w zabawie z robotem Eliotem odnalazł ogrom frajdy. Inspirujące zagadki zawarte w książce i na 30 dwustronnych, zmywalnych kartach przybliżą dziecku świat kosmosu, wzbogacą słownictwo i pobudzą dziecięcą wyobraźnię. Dla Smyka łatwość rozwiązywania zadań sprawiała, iż nabierał z zadania na zadanie pewności siebie i przekonania, że matematyczne zadania i łamigłówki to doskonała zabawa. I o to właśnie chodzi, aby nauka przychodziła z zabawą, aby nie była przymusem tylko była czymś naturalnym. Osadzenie zadań, łamigłówek, szlaczków, zagadek w kosmicznym świecie planet, rakiet i robotów spodoba się szczególnie chłopcom. Dzieciaki, które postanowią zaprzyjaźnić się z robotem Eliotem nauczą się lub powtórzą już nabyte umiejętności w liczeniu w zakresie do dziesięciu. Będą miały też okazję poćwiczyć spostrzegawczość i logiczne myślenie. Zestaw czyli karty i książeczka stanowią również doskonały wstęp do nauki pisania i czytania. W skład zestawu wchodzi również flamaster. Całość w pudełeczku, walizeczce, tak aby wszystko było w jednym miejscu i zawsze pod ręką. 100 zabaw z robotem Eliotem doskonale nadaje się na prezent, który nie tylko będzie bawić , ale i sporo nauczy.     Wydawnictwo Edgard 100 zabaw z robotem Eliotem  Autorki: Bożena Dybowska, Anna Grabek Ilustratorka: Danka Fukowska...

read more

Kotek Psotek czyli gra kooperacyjna

Posted by on 21:40 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Kotek Psotek czyli gra kooperacyjna

Smyk bardzo lubi gry wszelkiego rodzaju. Planszowe są jego ulubionymi. Często więc zasiadamy całą lub częściową rodzinką do wspólnej zabawy. Problem pojawia się jednak gdy Smyk przegra. Choć z roku na rok radzi sobie z tym coraz lepiej, nadal zdarza mu się na nas obrazić.     Kiedy zatem trafiliśmy na grę Kotek Psotek stwierdziliśmy, że oto nastał kres naszych problemów z przegranymi Smyka. Dlaczego? Otóż owa gra od Wydawnictwa EGMONT to gra kooperacyjna. Cóż to takiego? To nic innego jak gra, w której to wszyscy grający pracują na wspólne zwycięstwo. Idealna dla naszej rodzinki! Idealna dla Smyka! Nareszcie do gry możemy zasiąść spokojni, że dobrego humoru nic nie zmąci. Zamiast rywalizacji mamy współpracę, rozmowę i współdziałanie. Rewelacja pod każdym względem. Gramy razem, a nie przeciw sobie. Jim Deacove, autor gry, od ponad czterdziestu lat propaguje gry i zabawy oparte na współpracy. Uważa bowiem, że ludzie powinni kooperować, wspólnie rozwiązywać problemy i cieszyć się swoim towarzystwem, a nie nieustająco rywalizować. Do dnia dzisiejszego Jim Deacove wydał ponad 100 gier kooperacyjnych. Nam, podobnie jak naszym zachodnim sąsiadom, gra ogromnie przypadła do gustu. My żałujemy tylko jednego – szkoda, iż z serii „Rodzinka wygrywa”, bo pod takim szyldem ukazała się gra, pojawiły się tylko dwie planszówki: Mali detektywi oraz Kotek Psotek właśnie.     Gra Kotek Psotek podobnie jak wszystkie gry Wydawnictwa Egmont, w które do tej pory mieliśmy okazję grać jest ładnie, estetycznie wydana. Kolorowa, w trwałym pudełku, z dobrej jakości, drewnianymi pionkami w kształcie zwierzątek takich jak kotek, ptaszek, myszka, wiewiórka gwarantuje długotrwałe użytkowanie. Celem gry jest doprowadzenie jak największej ilości zwierzątek do kryjówki na drzewie. Im więcej uda nam się doprowadzić zwierzątek, tym lepiej. Zasady gry są bardzo proste, tak iż w zabawie mogą wziąć udział już nawet trzyletnie dzieciaki. Nie oznacza to jednak, że pozostali, starsi gracze będą się nudzić. W trakcie rozgrywki gracze rzucają dwiema kostkami. Czarne kropki wskazują na ruch kota o jedno lub dwa pola, zielone na ruch wybranego zwierzątka. Te poruszają się po ścieżce wokół planszy i zmierzają do kryjówek na środku planszy. Każde zwierzątko ma jedną drogę na skróty na całą trasę. Za zwierzątkami biegnie kotek Psotek, który może skorzystać z każdego skrótu. Jeśli kotek znajdzie się na polu ze zwierzątkami, to ściągane są z planszy, a ruch kontynuują te, które pozostaną na planszy. Spokojnie jak każdy kotek, tak i ten z gry uwielbia przysmaki. To właśnie nimi gracze mogą wabić kotka do jego posłania. Każdy z czterech przysmaków można użyć tylko raz. Tuż po zjedzeniu przysmaku kotek znów wyrusza w pogoń za zwierzątkami. Gra kończy się w momencie, gdy żadne ze zwierzątek nie może się poruszyć. To znaczy gdy dotrze do kryjówki lub dogoni je kotek. Na koniec gracze podliczają ile zwierzątek udało im się doprowadzić do bezpiecznej kryjówki.     Na odwrocie planszy znajduje się wesoły rysunek uśmiechniętej rodzinki. Trzeba przyznać, że po zakończeniu rozgrywki wyglądaliśmy podobnie. No oczywiście skład naszej jest znacznie mniejszy, ale uśmiechy były podobne. Smyk czuł się szczęśliwy, a i nam rozgrywka przyniosła sporą dawkę zabawy, relaksu i powodów do rozmów nie tylko o grze. Pewne jest, że jeszcze w tym roku Kotek Psotek wielokrotnie nas rozbawi.   Wydawnictwo EGMONT Kotek Psotek Autor: Jim Deacove Ilustracje: Zofia Burkowska...

read more

Ahoj, piraci!

Posted by on 20:29 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Ahoj, piraci!

Bum cyk, cyk i rata, rata, nie ma to jak los pirata. Kto mu raz na drodze stanie z tego kaszka na śniadanie! Kiedy wody wzburzone, a wiatr dmie w żagle na morza i oceany ruszają okręty, a na ich masztach łopocą flagi z czaszką i skrzyżowanymi piszczelami. Odważni i groźni piraci płyną na spotkanie z przygodą. Marzą o skrzyniach skrzących się złotem, brylantami i kosztownościami, tak jak Smyk marzy o wygranej zawsze kiedy zasiadamy do gier planszowych.     Ahoj, piraci! to gra od Egmont, która ostatnio króluje na naszym przytulnym poddaszu. – Zagraj ze mną – mówi Smyk, a my już wiemy o co chodzi. Taki właśnie tytuł nosi cała kolekcja gier, które wyróżniają się najwyższej jakości wykonaniem i ciekawymi regułami.W serii ukazały się Ratuj Króliczki (od 3 lat), Dzielne myszki (od 4 lat), Kolorowe biedronki (od 4 lat), Zwierzaki na tratwie (od 5 lat) i niedawno Ahoj, piraci! (od 6 lat). Gry z tej serii zdobyły liczne nagrody na całym świecie, w tym najbardziej prestiżową Kinderspiel des Jahres. Gry z kolekcji Zagraj ze mną rozwijają takie umiejętności jak rozpoznawanie kolorów, liczenie, zdolności manualne, wyobraźnie przestrzenną, umiejętności radzenia sobie z emocjami, współpracę w grupie. Taka też jest gra Ahoj, piraci!   Ahoj, piraci! to coś więcej niż zwykła gra planszowa, w której o wygranej decyduje jedynie los i ilość wyrzuconych oczek na kostce. Tu od gracza wymaga się pewnej strategii. Na ładnie wykonanej, trwałej i kolorowej planszy ustawiamy – w zależności od ilości graczy – statki, które przemieszczają się w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Każda wyspa to jedno pole. O tym, ile pół dany gracz ma pokonać, decyduje rzut kostką. Jeśli zatrzymasz się na wyspie z zamkniętą skrzynią, sam zdecydujesz ile skarbów załadujesz na statek. Możesz też zrezygnować z załadunku. Jeśli z kolei trafisz na wyspę z otwartą skrzynią, to blask złota cię oślepi i omami. Musisz wtedy załadować na swój okręt dokładnie dwa skarby, nawet jeśli miałoby to zakończyć się katastrofą. A katastrofa to przeładowanie. Statek bowiem może przewozić maksymalnie siedem skarbów, w innym wypadku okręt tonie, a łupy powędrują na dno. Należy pamiętać, iż każda wyspa mieści dwa statki. Gracz, który zacumuje swój okręt jako drugi może krzyknąć – do abordażu i pozbawić szybszego pirata 2 części skarbu! A jeśli na kostce wypadł znaczek tornada ruszasz się o jedno pole, a oprócz ciebie swój taniec rozpoczyna niszczycielskie tornado – przesuwamy je o ilość pól zależną od ilości graczy i sprawdzamy jakie szkody poczyniło. Jeśli grasz z młodszymi dziećmi to, można zrezygnować z działań tornada. Wygrywa ten gracz, który jako pierwszy dostarczy do swojego portu co najmniej dziewięć skarbów.          Autorem gry Ahoj, piraci! jest Manfred Ludwig, który talent do tworzenia gier planszowych odkrył w sobie dzięki swoim dzieciom. Dziś jest już dumnym dziadkiem sześciorga wnuków, więc stała inspiracja zdaje się być zapewniona. Manfred Ludwig sporo podróżuje i cały czas pracuje nad nowymi projektami gier. Według niego, dobra gra to taka, w której istniej kilka dróg do zwycięstwa.            Gra Ahoj, piraci! jest dopracowana w każdym calu. Pokaźne, intrygujące opakowanie skrywa planszę z ruchomą strzałką, cztery statki pirackie w różnych kolorach, sześćdziesiąt cztery skarby, znacznik tornada oraz solidną, drewnianą kostkę. Plansza jest starannie wykonana. Gra przetrwa niejedną morską, piracką wyprawę. Wywoła uśmiech i dobry humor. Smyk poleca także...

read more

Nie do pary

Posted by on 12:47 in Strona główna, TESTUJEMY | 0 comments

Nie do pary

W niedzielne, październikowe przedpołudnie postanowiliśmy zasiąść „Nie do pary” i nie chodzi tu o nasz model rodziny dwa plus jeden, a o grę planszową od Wydawnictwa REBEL. Zasady gry są proste, tak że nasz Smyk bez większego trudu w mig je pojął. Po rozłożeniu niewielkiej planszy z jedenastoma liczbami wokół rozkłada się tyleż samo czyli jedenaście kart ze zdjęciami. Karty są przeróżne. Przedstawiają przedmioty, budynki, zwierzęta, rośliny. Jest ich naprawdę dużo bo aż 312. Każdy z graczy otrzymuje też jedenaście ponumerowanych kolejno kartoników. Te mają mu pomóc stworzyć pary, bo na tworzeniu par polega bowiem cała gra. Ale żeby nie było za łatwo należy zmieścić się w wyznaczonym czasie. Do gry załączona jest mała klepsydra, której przesypujący się piasek odmierza cenne sekundy. Po zakończonym czasie każdy z graczy prezentuje swoje pary i tłumaczy się ze skojarzeń. Te czasami są oczywiste, ale bywa że zaskakują i rozbawiają. Najśmieszniejsze skojarzenia miała nasza Babcia Halinka, którą po porannym sukcesie wciągnięty w wir gry Smyk postanowił zaprosić do zabawy. Jak w każdej grze, tak i w grze „Nie do pary” wyłania się zwycięzcę. Zapisywanie punktów ułatwiają specjalnie przygotowane karteczki. Wszyscy, którzy wybrali taką samą parę otrzymują liczbę punktów równą liczbie graczy zgłaszających wskazaną parę. Punkty za kartę, która nie posiada pary naliczane są w podobny sposób i mnożone razy 2. Kolejna runda to nowe rozdanie kart ze zdjęciami i nowe skojarzenia. Osoba, która zbierze największą liczbę punktów zwycięża. My szybko zrezygnowaliśmy z punktacji i to wcale nie dlatego, że Smyk nas ogrywał. Fajna zabawa, uśmiech i spędzony wspólnie czas, z nas wszystkich tego dnia uczynił zwycięzców. To idealna gra towarzyska nie tylko dla dorosłych, ale i dla dzieci! Byliśmy zaskoczeni jak Smyk sprawnie sobie radzi, a jego pary i skojarzenia były naprawdę celne. Gimnastyka umysłu przyda się chyba w każdym wieku. Gra doskonale nadaje się na prezent. Ładne i solidne jest nie tylko pudełko, ale i wszystkie elementy. Jeśli nie wybieracie się w najbliższym czasie w gości, to warto zrobić sobie taki prezent. To doskonała alternatywa na wieczory bez telewizora. My do kolejnej rozgrywki wracamy już w przyszły weekend....

read more