Tunezja Południowa

Pop na Dżerbie

Posted by on 18:49 in Afryka Południowa, Strona główna, Świat | 0 comments

Dżerba jest wymarzonym kierunkiem podróży od czasów antycznych, kiedy to Odyseusz miał trafić na tę „wyspę Lotofagów” jak ją nazwał Homer i znaleźć tu schronienie. Znajduje się ona 3 godziny samolotem z Warszawy i jest największą wyspą północnej Afryki. Festiwal będzie odbywał się w kilku miejscach na wyspie: kolejne przystanki to stolica wyspy Houmt Souk, stare miasteczko żydowskie El Riadh, gdzie obecnie można podziwiać galerię street-artu, czyli „Djerbahood”, a następnie Djerba Explore, kompleks, na terenie, którego znajduje się ogromna farma krokodyli, tradycyjny dom dżerbiański typu menzel oraz bogata kolekcja sztuki islamskiej Lalla Hadria. Przez 3 dni, od 23-25 października, w otoczeniu turkusowego morza otaczającego Dżerbę, publiczność będzie miała okazję doświadczyć sztuki we wszystkich jej formach. Zróżnicowany program festiwalu łączy w sobie muzykę, taniec, teatr, street art oraz sety dj’eskie najbardziej topowych artystów nie tylko z Tunezji, ale także z Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii. Program festiwalu: Czwartek 23 Października 17:30 Performance na terenie « Djerbahood » (piosenkarkaNawel Ben Kraiem oraz tancerka Sandra Dachraoui) 19:30 Wieczór w Djerba Explore (DJ-eje z Tunezji:Sun Jun i duet Tic&Tac, z Francji: Loïc Minel, DJ-ejka Elisa Do Brasil w duecie z piosenkarką z Brazylii Flavią Coehlo, Marc Houle z Kanady oraz piosenkarka z Tunezji Nawel Ben Kraiem) Piątek 24 Października 20:00 Wieczór w Djerba Explore (DJ-eje z Tunezji: DJ Nakata, DJ Raf, TIIKI (FABRIKA), Valentin Joliff z Francji, Claptone z Niemiec oraz piosenkarka z Libanu Yasmine Hamdan) Sobota 25 Października 11:00 do 17:00 Beach Party (DJ-eje z Tunezji: DJ Nakata, DJ Raf, Sun Jun, TIIKI (FABRICA), Dirty Vega, DJ-ejki z Francji: Alice Lewis i Elisa Do Bresil oraz Danton Eeprom z Wielkiej Brytanii) Więcej informacji: www.popindjerba.com FB:...

read more

Thalassoterapia prosto z Tunezji

Posted by on 13:35 in Afryka Północna, Afryka Południowa, Beuty Mama, Strona główna, Świat | 0 comments

Thalassoterapia prosto z Tunezji

Legendy głoszą, iż piękna Afrodyta powstała z morskiej piany. Przypadek? A może już wtedy doceniano zbawienne działanie morskiej wody na naszą urodę? Faktem jest, że początki thalassoterapii sięgają czasów rzymskich – w Kartaginie odnajdziemy ruiny term Antoniusza, do których woda docierała prosto z morza. Baseny z zimną i ciepłą wodą, sale masażu, gimnastyki i wypoczynku sąsiadowały z bibliotekami, salami muzycznymi. Pełniły bardzo ważną rolę nie tylko dla zdrowia, dobrego samopoczucia i urody, ale także dla spotkań towarzyskich. Być może one właśnie były inspiracją do rozwoju thalassoterapii w Tunezji.     Kraj ten posiada bowiem wszelkie dobra potrzebne do świadczenia tego typu usług. Nazwa thalassoterapia pochodzi od greckiego słowa thalassa – czyli morze. Jest to seria zabiegów leczniczo-relaksacyjnych oraz upiększających, która wykorzystuje dobroczynne działanie wody morskiej, soli, błota, alg, pierwiastków mineralnych i klimatu. Dziś Tunezja jest drugim zaraz po Francji centrum thalassoterapii na świecie. Znajduje się ich tu pięćdziesiąt. Co roku z profesjonalnych usług w kraju pachnącym jaśminem korzysta wielu turystów, którzy łączą wypoczynek z serią indywidualnie dobieranych zabiegów.     Centra działają głownie przy hotelach zgodnie z obowiązującymi normami międzynarodowymi. Wszystkie tunezyjskie ośrodki tego typu pozostają pod podwójną kontrolą: Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Turystyki. Oferta wydaje się być różnorodna. Ćwiczenia w basenie z morską wodą, okłady z glinki morskiej, bicze wodne, maseczki, kąpiele w algach, kwiatach i ziołach, tradycyjny hamman, masaże naturalnymi olejkami . Centra polecają kuracje antystresowe, przeciwreumatyczne, upiększające, kuracje “dla młodej mamy” czy kuracje dla nowożeńców. Dodatkowo centra często zachwycają architekturą łączącą tradycje z...

read more

Radisson Blu Ulysse Resort

Posted by on 12:12 in Afryka Południowa, Strona główna, Tunezja | 0 comments

Jeśli zastanawiacie się jaki hotel wybrać na Djerbie śmiało możemy Wam polecić Radisson Blu Ulysse Resort. Sieć hoteli znana jest na całym świecie, a na Djerbie są dwa działające pod jej szyldem. Oba są pięciogwiazdkowe – zatem nie najtańsze. Mieliśmy okazję zobaczyć dwa. Hotel położony jest 10 minut od stolicy wyspy Houmt Souk. Od lotniska Djerba – Zarzis oddalony jest o 20 minut.  Posiada 259 komfortowo urządzonych pokoi. Pokoje wyposażone są w łazienkę, suszarkę do włosów, klimatyzację , lodówkę, TV, telefon, sejf, mini bar. Wszystkie pokoje posiadają balkon lub taras. W całym hotelu bezpłatnie dostęp do WIFI. Dla nas było to bardzo wygodne, gdy leżąc w łóżku zamieszczaliśmy na bieżąco informacje na FB. Bliskość plaży to dodatkowy atut. W hotelu znajduje się jeden basen kryty oraz jeden zewnętrzny. My korzystaliśmy jedynie ze śniadań, które były pyszne i obfite. Generalnie nasze wrażenia są pozytywne szczególnie, że pozytywnie zakończyła się „afera kocykowa”. Smyk ma swój ulubiony niebieski kocyk, który towarzyszy mu we wszystkich podróżach. Kiedy po pierwszej nocy pośpiesznie pakowaliśmy walizkę jego niebieski, mięciutki przyjaciel pozostał w pościeli. O pozostawieniu go w Radisson Blu Ulysse Resort zorientowaliśmy się jadąc jeppem. Trudno, przepadł – pomyśleliśmy. Jednak kiedy po tygodniu wróciliśmy na ostatnią noc do tego samego hotelu okazało się, że kocyk jest i czeka na Smyka. Nasza zguba się odnalazła. Chętnie wrócilibyśmy ponownie do tego hotelu w przyszłym roku....

read more

Kilometry tunezyjskiej przygody

Posted by on 17:21 in Afryka Południowa, Strona główna, Świat | 0 comments

Wieczorową porą docieramy do hotelu Sahara Douz. Słońce już powoli zachodzi, a Smyk koniecznie chce popływać. Nie ma się co dziwić, uwielbia wodę. Przebiera się szybko w swoją piankę i zakłada kamizelkę Konfidence . Jedno i drugie sprawdza się wyśmienicie. Pianka dla szczupłego Smyka pełni funkcję „ogrzewającą”, a kamizelka to rewelacja dla uczących się pływać. Smyk skarze, nurkuje, pływa – pełnia szczęścia! Kiedy przyjechaliśmy do hotelu Sahara Douz było w nim niewielu gości. Hotel bowiem jest raczej przystanią dla turystów w trasie. Mimo tego jest bardzo przyjemny. I uwaga! Woda w basenach ma nieco brunatny kolor i nie jest to brudna woda jak myślą co niektórzy, ale woda lecznicza pochodząca prosto ze źródła!! Hotel ma też doskonałe położenie. Jeśli planujecie przyjazd na festiwal Sahary warto się właśnie tu zatrzymać. Mimo, iż przyjechaliśmy tu dość późno udało nam się zobaczyć zachód słońca na pustyni, która to zaczyna się kilka kroków od hotelu Wrota Sahary jak nic.   Opuszczamy Douz i jedziemy dalej. Tym razem kierunek Matmata. Po drodze zatrzymujemy się podziwiać widoki oraz aby ugasić pragnienie herbatką miętową. ach. Centrum podziemnego mieszkania to podwórko wraz ze …studnią. Z podwórza wchodzi się do izb, spiżarni, strychu i pomieszczeń gospodarczych wydrążonych na jednym lub dwóch poziomach. Największą zaletą podziemnych domów jest fakt, że utrzymują chłód nawet w czasie największych upałów, zimą zaś jest w nich ciepło.   Wracamy na Djerbę. Tym razem groblą. Nasza tunezyjska przygoda dobiega końca. Wracamy pełni wrażeń i materiału dziennikarskiego. Przez całe siedem dni towarzyszyła nam Telewizja dlaCiebie. Jeszcze tylko montaż...

read more

Komu w drogę…

Posted by on 20:45 in Afryka Południowa, Strona główna, Świat | 0 comments

Opuszczamy gościnne Tozeur. Znów czeka nas jazda samochodem, ale i ta bywa ciekawa. Mijamy ludzi, domy, miasta… Za oknami zmienia się krajobraz. Czasami, gdy jest nieziemsko pięknie prosimy o przystanek. Jedziemy do oaz górskich i jesteśmy strasznie ciekawi czy i tym razem powiemy – oh jak cudownie. Dotarliśmy do Fortecy Słońca. Tak bowiem kiedyś nazywana była Chebika, miejscowość i oaza z gajem palmowym w Górach Atlas. Znajdujemy się nieopodal granicy z Algierią. W około cisza i spokój. Przed wyjazdem na stronach polskiego MSZ znalazł…o się ostrzeżenie przez podróżowaniem w te rejony. Tymczasem zastajemy tu piękno. Jedynym zagrożeniem i to dla naszego portfela mogą być okoliczni sprzedawcy Proponują do kupna różne minerały, a w przekonywaniu nie mają równych. ZOU opowiada nam o powodzi w 1969 roku, która zniszczyła tu całą wioskę. Na potwierdzenie prowadzi nas do niej. Woda zmyła dachy, zniszczyła domki. Ludzie pozostawili zniszczoną wioskę i poniżej wybudowali nową. Dowiadujemy się też, że w oazie Chebika kręcono wiele scen do filmów Star Wars Episode IV oraz Angielski Pacjent. Droga do Mides jest tak fascynująca, że nie wypuszczamy aparatu z rąk. Co prawda, nie sposób wszędzie się zatrzymywać, ale próbujemy pstrykać z samochodu. Kiedy wreszcie docieramy do Kanionu Mides robimy wielkie „ooooo!” Jest to potężny wąwóz z wysokimi, pionowymi ścianami. Wokoło pełno jest palm, co dodatkowo dodaje temu miejscu uroku. Momentami kanion wydaje się być żółty lub pomarańczowy – w obu wersjach piękny. Jest tu bajkowo, a na pewno filmowo. Dowiadujemy się, że i owszem, również to miejsce posłużyło za plan filmowy. Realizowano tu sceny do „Angielskiego pacjenta” oraz filmu „Fort Saganne”.   Ad Speculum Tak w czasach rzymskich zwana była osada Tamerza. Dziś obok Chebiki to jedna z popularniejszych oaz górskich. Przyjeżdżamy tu na chwilę. Oczywiście Smyk nie byłby sobą, gdyby nie skorzystał z orzeźwiającej kąpieli. Trzeba przyznać, że był to największy jak do te pory prysznic jaki udało mu się wziąć.   Przeżyliśmy już burzę piaskową, teraz przyszedł czas na zwykłą. Złapała nas mocna ulewa. Ulice w mgnieniu oka zamieniły się w potoki. Dzień po deszczowym zamieszaniu ponownie udaliśmy się na słone jezioro, by mieć okazję zobaczyć jak wygląda po deszczu .  ...

read more

Witajcie w Tozeur

Posted by on 20:27 in Afryka Południowa, Strona główna, Świat | 0 comments

Jesteśmy w Tozeur – jednej z najsłynniejszych oaz na świecie. Otoczona jest ona ponad 200 źródłami, gdzie blisko 400 tys. palm daktylowych rosnących na obszarze tysiąca hektarów tworzy imponujący widok. Udajemy się na śniadanie i spacer po Eden Palm, muzeum pod gołym niebem, gdzie w pięknym gaju palmowym można zobaczyć 150 gatunków daktyli, eksportowanych na cały świat. Z tymi palmami to w ogóle ciekawa historia. Dowiedzieliśmy się, że aby powstał owoc potrzeba pana i pani palmy. Palma daktylowa może owocować nawet przez 80 lat. Jak się okazuję owoce palmy czyli daktyle są nie tylko pyszne, ale i pożywne. Obok cukru zawierają białko, tłuszcz, wapń, fosfor oraz witaminę C. Zmielone i prażone pestki daktyli dają napój podobny do popularnej kawy. W warunkach pustynnych nauczono się wykorzystywać palmę w stu procentach. Cenne są nie tylko owoce. I tak pnie palm daktylowych można wykorzystywać na wiele rozmaitych sposobów, na przykład do robienia drzwi, mebli itp. Z kolei liście palmowe idealnie nadają się do pokrycia dachów, szałasów, wyplecenia płotów i mat, a nawet budowy zapor zatrzymujących pustynny piasek. Wiele osób używa także kapeluszy czy koszy zrobionych z tych liści. My jednak skupiliśmy się na konsumpcji daktyli oraz wszelkich przetworów.  Kosztowaliśmy też pysznych wyrobów typu syrop i dżem. Było pysznie i arcyciekawie.   O palmach wiemy już bardzo dużo, pora zatem sprawdzić jakie mogą mieć jeszcze zastosowanie. Udajemy się zatem do parku linowego Sahara Lounge. Tam pomiędzy palmami można poczuć dreszczyk emocji. Dawka adrenaliny gwarantow…ana. Najodważniejszym okazuje się być Smyk i to on postanawia przetestować całą trasę. Okazuje się jednak, że jest za mały. Są łzy… i zgodna na przejazd trasy pod opieką pracownika parku. Filipek jest szczęśliwy! Po przejechaniu całej trasy trafia na plac zabaw czyli do miejsca przeznaczonego dla dzieci w jego wieku.   Tozeur to magiczne miasto o oryginalnej, beżowo-rdzawej architekturze, z charakterystycznymi geometrycznymi wzorami z cegieł na fasadach. Podobne wzory są widoczne również na miejscowych berberyjskich kilimach. Cegły nadal są wytwarzane ręcznie i wypalane w piecach za pomocą liści palmowych. Udajemy się do medyny. Medyna to stara dzielnica arabskich miast. Zazwyczaj mieszczą się tutaj suki czyli bazary, główny meczet i inne ważne budynki. Mamy chwilkę czasu w sam raz na krótki spacer po Tozeur . Tu życie toczy się swoim rytmem. Mężczyźni siedzą w kawiarniach lub na schodkach i o czymś zawzięcie rozprawiają. U nas tematem byłaby na pewno polityka Spotykamy miłego chłopaka, który wraz ze Smykiem pokonywał trasę w parku linowym. Poleca nam sklep brata. Tu każdy wydaje się być dla siebie bratem. Ludzie często pozdrawiają się, pomagają sobie. Nawet w podróży nasz kierowca ciągle komuś machał. Nie wiemy jak jest na co dzień, ale czujemy że ludzie tu tworzą wspólnotę. Docieramy do ZOO w Touzer. Nie jest to może najbardziej imponujące ZOO w Tunezji, ale Smykowi i tak się podobało. Oczywiście w porównaniu do Friguia Park wypada dość słabo, ale dla dzieci w pewnym wieku to i tak ogromna atrakcja. Zawsze szukamy takich miejsc. Smyk miał okazję być już w ZOO w Tunisie oraz w BotanicZOO w Mahdi. Kolejne miejsce na naszym tunezyjskim szlaku i kolejna atrakcja dla Smyka. Chak Wak czyli park rozrywki, kultury właściwie dla wszystkich grup wiekowych. Położony w gaju palmowym w Tozeur wygląda jak ogród botaniczny. Zajmuje on obszar 5 hektarów, więc wybierając się tu warto zarezerwować sobie nieco więcej czasu. Park ma na celu łączenie...

read more

Dzień Dziecka

Posted by on 13:00 in Afryka Południowa, Strona główna, Świat | 0 comments

Noc w obozie minęła nam spokojnie. Pomimo prób nastraszenia Kasi skorpionami, pająkami tudzież innymi mieszkańcami pustyni zmęczenie wzięło górę. Nawet łopoczące na wietrze elementy namiotu nie przeszkadzały, a wręcz przeciwnie zdawały się …grać oryginalną kołysankę. O świcie otworzywszy oczy widzimy w środku nieproszonego gościa. Jest żółty i wdzierający się bez zaproszenia. PIASEK. Zdaje się być wszędzie. Nasze bagaże pokrywa gruba warstwa. Pomimo zamkniętego wejścia znalazł drogę do środka. Nie ma się co dziwić skoro za pomocnika ma wzmagający się coraz bardziej wiatr. Piasek jest gdzie tylko okiem sięgnąć – w oku też! Trzeszczy między zębami. Czas na śniadanie i dalszą drogę. Smyk owija się chustkę i śmiało opuszcza nasz namiot. Powoli żegnamy obóz Zmela. W Polsce Smyk obchodziłby dziś Dzień Dziecka. Zastanawiamy się zatem jaką by tu zrobić mu niespodziankę. Tymczasem duet piasek i wiatr staje się nie do wytrzymania. Wiatr się wzmaga, a my siedzimy wygodnie w fotelach naszego samochodu oglądając to co się dzieję przez szybę. Dopiero krótki przystanek i wyjście na zewnątrz uzmysławia nam, że ten rodzaj peeling…u nie bardzo nam się podoba.  Nadal znajdujemy się na pustyni. Widoczność coraz bardziej staje się ograniczona. W końcu nie widać już nic. Jakby ktoś wylał mleko. Po szybach bije piasek. Wydmy zmieniają położenie na naszych oczach. Kierowca robi wszystko by jechać dalej. Wreszcie przegrywamy tę nierówną walkę. Samochód grzęźnie w piachu. Krótka ocena sytuacji. Mężczyźni wysiadają, aby pomóc uwolnić maszynę. Najpierw odkopanie kół, potem popuszczenie powietrza wreszcie wypychanie. Po wielu zabiegach udaje się. Jesteśmy uwolnieni. Problem w tym, że nie wiemy gdzie jechać dalej. Droga do oazy, w której mieliśmy jeść obiad zniknęła. Mamy wrażenie że się zgubiliśmy. Udaje nam się dotrzeć do jakiegoś słupka. Kierowcy gdzieś dzwonią. Zatrzymujemy się. Musimy poczekać na kogoś z oazy, znającego te tereny jak własną kieszeń. Po jakimś czasie zjawia się kolejny jeep. Ruszamy za nim, w oazie czeka na nas obiad. Tym razem nie obędzie się bez wina. Smyk musi zadowolić się soczkiem.  Drogę z oazy do Douz pokonujemy w asyście. Tym razem drugi samochód grzęźnie w piachu, ale wszystko dobrze się kończy. Możemy ruszać dalej, aby zobaczyć słone jezioro. Słone jeziora są ciekawostką przyrodniczą na pograniczu pustyni skalnej i piaszczystej. Ciągną się na długości 350 km. Trzy z nich znajdują się w Tunezji, jedno w Algierii. Po deszczu napełniają się wodą, która potem w słońcu bardzo szybko …paruje, nadając jeziorom wygląd bezkresnej równiny ze spękaną ziemią pokrytą białym nalotem. Szot El Jerid jest największym słonym jeziorem w Tunezji i Afryce Północnej. W maksymalnej długości osiąga 250 km, a minimalnej szerokości 20 km. Podróż przez jezioro (asfaltową drogą) jest niezapomnianym przeżyciem. W przydrożnych kanałach napełnionych wodą kryształki soli mienią się najróżniejszymi kolorami w zależności od stopnia oksydacji potasu, a rozdrgane upalne powietrze często wywołuje fatamorganę. Podziwiamy zatem przyrodę. Wiatr nadal wieje mocno. Próbujemy coś nagrać, ale przy tej sile wiatru nie jest to łatwe. Smyk z kolei bawi się wiatrem – jak widać do dobrej zabawy wcale nie potrzeba drogich zabawek .  Nadal wieje. Mkniemy drogą smagani piaskiem na spotkanie z Gwiezdnymi Wojnami. Wcale nas nie dziwi, że Georg Lukas wybrał właśnie osadę Ong Jemel jako plan filmowy swojej produkcji. Krajobraz iście kosmiczny. Kiedyś roiło się tu od ludzi – aktorów, scenarzystów, kostiumologów, statystów… Dziś prócz nas i miejscowych, którzy próbują nam coś sprzedać nie ma tu nikogo. Pewnie aura też się do...

read more

Ostatni dzień maja

Posted by on 13:28 in Afryka Południowa, Strona główna, Świat | 0 comments

Po dniu jakże aktywnym opuszczamy Djerbę. Zdajemy sobie sprawę, że nie zdążyliśmy jej wystarczająco poznać. Nie mamy jednak za wiele czasu, a plan naszej podróży zdaje się pękać w szwach. Wstajemy zatem skoro świt. Większość turystów o tej porze przewraca się z boku na bok w hotelowych łóżkach. Nas jednak wzywa przygoda. Kierujemy się w stronę portu. Chcemy opuścić Djerbę drogą morską. Opuszczamy wyspę promem, choć w przypadku Djerby byłoby to możliwe również drogą lądową. Wyspa „ludzi szczęśliwych” połączona jest bowiem ze stałym lądem groblą pamiętającą czasy rzymskie. Dla Smyka przeprawa promem stanowi jednak dodatkową atrakcję. Wiatr we włosach, piękna słoneczna pogoda, uspakajająca biel chmur oraz szum fal – czujemy się wyśmienicie. Obieramy kierunek na Tataouine. Naszym pierwszym punktem dzisiejszego dnia jest bowiem Ksar Hadada. Jest jednym z najładniejszych ksarów. Znajduje się w centrum wioski, w sąsiedztwie meczetu. To właśnie tutaj George Lucas realizował w 1997 r. kolejne sceny do filmu Gwiezdne Wojny. Współcześnie po Ksarze można swobodnie chodzić. Kiedyś działał tu nawet hotel turystyczny. Temperatura wewnątrz skał oscyluje w okolicach 25 stopni, podczas gdy na zewnątrz leje się z nieba niemiłosierny żar. My też kręcimy – jest kamera, aktorzy. Smyka oczywiście po chwili nudzi nagranie więc zajmuje się sobą. ZOU czyli nasz przewodnik pyta czy jesteśmy gotowi na trekking. Hmm, nasze obuwie może nie jest idealne, ale zapewniamy, że damy radę.  Są takie miejsca w Tunezji, których widok zapiera dech w piersiach. Niewątpliwie należy do nich Chenini – wioska na szczycie wzgórza. Aby się do niej dostać musieliśmy trochę podejść, ale widoki zrekompensowały trud spinaczki w wielkim upale. W wiosce do dnia dzisiejszego żyją ludzie. Mają tu prąd, wodę i turystów Żyją biednie, ale szczęśliwie. W wiosce po dzień dzisiejszy mówi się językiem berberyjskim. Miło tu, ale czas na obiad. Jak zwykle to uczta dla naszego podniebienia. Jemy go w Tataouine. Filipka zamiast suto zastawionego stołu interesuje bardziej basen. Nie ma się co dziwić, każdy z nas chętnie by wskoczył się popluskać. Robi to oczywiście tylko Smyk. Z dziecięcą radością pluska się i próbuje nas wciągnąć do zabawy. My jednak wolimy pałaszować briki. Musimy nabrać sił ponieważ ZOU czyli nasz przewodnik  daje nam znaki, że niebawem ruszamy w kierunku pustyni. Aby poczuć smak pustyni pokonujemy dziesiątki kilometrów. Droga nam się nie dłuży, gdyż widoki przykuwają oczy. Poza tym mamy doskonałych kierowców, a i przystanki zdarzają się dość często. Przybywamy do oazy. Widok piasku ustąpił miejsca zielonym palmom, których tutaj nie brakuje. To, że tu rosną jest zasługą źródeł jakie tu odkryto. Choć to główne może nie zachęca do kąpieli jednak posiada uzdrowiskowe właściwości. Woda jest… słodka i przyjemnie ciepła, a na dodatek pomaga w dolegliwościach reumatycznych oraz skórnych problemach. Smyka nie trzeba specjalnie namawiać na kąpiel. Dla niego każda możliwość pluskania się jest dobra Korzysta zatem i tym razem. Za chwilę ruszymy w głąb pustyni na wielbłądach. Niestety, w oazie zostawiamy aparat ze wzglądu na możliwość zasypania piaskiem. Bierzemy tylko małą kamerkę, którą przed uszkodzeniem chroni specjalna obudowa. Potem tego strasznie żałujemy. Choć nasz Olympus pewnie by to odczuł widoki godne są poświęcenia. Słońce już gaśnie, drobny piasek jest przyjemnie ciepły, wokół cisza od czasu do czasu przerywana odgłosami wielbłądów. Smyk cieszy się jak dziecko! No tak przecież to dziecko. Cieszy go przejażdżka na wielbłądach. Pustynia zdaje się być gigantyczną piaskownicą, w której można się wyśmienicie bawić. Wspinanie się na wydmy oraz zjazd na pupie wydają się...

read more

Atrakcje Djerby

Posted by on 13:20 in Afryka Południowa, Strona główna, Świat | 0 comments

Poranek na Djerbie jest naprawdę cudowny. Błękit nieba zniewala. Temperatura choć wysoka nie odczuwalna tak bardzo za sprawą przyjemnej bryzy. Wstaliśmy dość wcześnie, aby zdążyć zjeść śniadanie.  Smyk uwielbia francuskie bułeczki więc sięga po nie z ochotą. Kuchnia hotelu Radisson Blu proponuje pyszności. Moglibyśmy tak siedzieć, gawędzić i podjadać do samego obiadu. Musimy jednak pamiętać, że dziś czeka nas prawdziwa masa atrakcji. Zaczynamy od odwiedzenia centrum Thalassoterapii ULYSSE THALASSO. Co prawda wstęp mają tu osoby od 16 roku życia, ale dla Smyka zrobiono wyjątek. Nazwa thalassoterapia pochodzi od greckiego słowa thalassa – czyli morze. Jest to seria zabiegów leczniczo-relaksacyjnych oraz upiększających, która wykorzystują dobroczynne działanie wody, alg, piasku. Polecamy kuracje antystresowe, kuracje przeciwreumatyczne, upiększające, kuracje “dla młodej mamy” czy kuracje dla nowożeńców. Drogie panie zostawcie swoich mężów przy basenie, dzieci w mini klubie, a same zafundujcie sobie odrobinę relaksu. Na zabiegi jednak nie mamy czasu nie mówiąc już o całej serii. Zagrywamy rozmowy, zwiedzamy miejsce i ruszamy dalej. Tym razem odwiedzamy trzy hotele i sprawdzamy jak są przygotowane do przyjęcia gości. Każdy z nich jest w innym stylu, nastawiony na innego klienta, w innej kategorii cenowej. Wszystkie jednak są godne polecenia. W hotelu Calimera Smyk wskakuje do basenu, aby wziąć orzeźwiającą kąpiel.  Słońce bowiem pracuje już  pełną parą. Opuszczamy gościnne hotele i mkniemy naszymi samochodami na pole golfowe. Prawdziwe pole golfowe jest debiutem nie tylko dla Smyka. Od pierwszej chwili czujemy, że to będzie prawdziwa przygoda. „Golf to popsuty spacer”. Słowa te miał wypowiedzieć żartem wielki pisarz i entuzjasta tego szlachetnego sportu – Mark Twain. Choć kiedyś golf był zarezerwowany dla elity biznesmenów i gwiazd, dziś, dzięki ogólnej dostępności pól golfowych,… każdy może posłać piłkę do dołka. Jeśli macie już dość rozgrywek w hotelowego mini golfa koniecznie odwiedźcie prawdziwe pole golfowe. W Tunezji profesjonalnych pól nie brakuje. Znajdują się między innymi w Tabarce, Monastirze, Hammamecie oraz tu na Djerbie.  Golf to teoretycznie prosta gra polegająca na wrzucaniu małej piłki do otworów w ziemi za pomocą uderzeń specjalnymi kijami. Celem gracza jest wrzucenie piłeczki do dołka w jak najmniejszej liczbie uderzeń. To tak w skrócie. Golf jak podkreślają sami gracze to niezwykle techniczna gra, która w latach 1900 – 1904 była dyscypliną olimpijską. My też spróbowaliśmy gry w golfa na jednym z tunezyjskich pół. Było dużo zabawy i wiele śmiechu. Na do widzenia Smyk dostaje w prezencie pamiątkową czapeczkę. Tyle emocji, a to jeszcze nie koniec. Tym razem udajemy się do Explore Djerba. Miejsce to jest polecane szczególnie rodzinom z dzieciakami. Maluchy uwielbiają je. Park składa się z 5 części. Pierwsza z nich to malownicza miejscowość, w której można się z relaksować i miło spędzić czas w restauracji. W kolejnej część Parku znajdują się liczne hotele. Część, która najbardziej przyciąga turystów to Muzeum  Lalla Hadria oraz słynna farma krokodyli. Oficjalne otwarcie miało miejsce w grudniu 2002 roku. Zarówno powierzchnia farmy, jak i 400 krokodyli jest imponująca. Smyk jest zachwycony, szczególnie gdy staje przed możliwością wzięcia do rąk małego krokodylka. Radość i szczęście miesza się z dystansem do zwierzątka, które choć małe prezentuje już swoje ząbki. Dorosłe osobniki wzbudzają respekt. Choć wyglądają na sztuczne gdy tak leżą w bezruchu to i tak czuje się dreszczyk emocji. Stanąć z takim krokodylem oko w oko do przyjemnych nie należy. Od czasu do czasu zwierzęta się poruszają, przepływają lub walczą ze sobą. Miło tu, ale patrzymy na zegarek. Czeka...

read more

7 dni przygody

Posted by on 20:58 in Afryka Południowa, Strona główna, Świat | 0 comments

Po tygodniach przygotowań wreszcie można zacząć pakować bagaże. Wszystko się udało, choć oczywiście życie przyniosło kilka nieoczekiwanych wydarzeń, które zachwiały naszym dobrym samopoczuciem. Okazało się między innymi, że Smykowi kończy się ważność paszportu. I klapa. Z nowym na pewno byśmy nie zdążyli. Robimy pośpiesznie zdjęcia i decydujemy o wyrobieniu paszportu tymczasowego.    Ale nasza decyzja to za mało. Potrzebna zgoda odpowiednich jednostek w Urzędzie Wojewódzkim. Teoretycznie jest szansa. Praktycznie musimy dostarczyć odpowiednie zaświadczenie, że wyjazd jest służbowy, a obecność Smyka niezbędna. No jasne że niezbędna. No bo jak AFRYKA DLA SMYKA bez SMYKA? Udaje się. Mamy nauczkę, żeby paszporty sprawdzać dokładnie uwzględniając daty powrotu z sześciomiesięcznym okresem. Ale to już było. Teraz nie warto sobie zaprzątać tym głowy. Ruszamy na Djerbę. Czeka na nas 7 dni przygody. Pyrzowice żegnają nas 29 maja deszczem. Smyk mówi, że miasto za nim płacze. Za kilka godzin będziemy na innym kontynencie. Czeka na nas słońce i całkiem inna kultura. Tunezję odwiedzamy nie po raz pierwszy. Jednak Djerba i Wielkie Południe nigdy dotąd nas nie gościły. Tym bardziej jesteśmy podekscytowani. Na lotnisku zjawiamy się wcześniej. Spokojnie wypijamy aromatyczną kawkę, a Smyk pałaszuje gofra z bitą śmietaną. Spokojnie obserwujemy ludzi. Jedni się śpieszą, inni wręcz przeciwnie – leniwie stawiają noga za nogą. Dla jednych to początek wakacji, dla innych proza życia. Nasze obserwacje przerywa dzwoniący telefon. To ekipa telewizyjna. Zjawiają się obładowani sprzętem. Kiedy siadamy na wyznaczonych miejscach w samolocie Smyk pyta czy długo będziemy lecieć. Dzieci swoje marzenia pragną spełniać natychmiast. Startujemy. Podróż mija bez zakłóceń, a Smyka z objęć nudy ratują gry na telefonie. Dorośli współpasażerowie wybrali zgoła odmienną formę rozrywki. Po chwili już działa. Co raz słychać opowieści starych wyjadaczy. Nie da się nie podsłuchiwać. Uśmiechamy się zatem pod nosem, bo forma i treść historii rozbawiłyby największego ponuraka.  Jakoś udaje nam się przetrwać te trzy godziny i wreszcie lądujemy. Na lotnisku musimy dopełnić formalności ze sprzętem – właściwie nie my tylko Franek. Kiedy cała ekipa jest gotowa ruszamy na podbój Djerby. Na zewnątrz czekają już na nas samochody wraz z naszym przewodnikiem ZOU. Czas się zakwaterować.  Siadamy wygodnie, a samochód mknie ulicami Djerby. Kierowca uśmiecha się do nas od ucha do ucha – szczególnie do Smyka. Bechir pyta o nasze imiona. Szybko nawiązujemy kontakt, od tej chwili będziemy spędzać ze sobą wiele czasu. Ani się spostrzegliśmy jak Bechir zaparkował przed hotelem.  Pierwszą noc spędzimy w Radisson Blu. Przyjemny hotel wita nas spokojem oraz pięknymi wnętrzami (więcej o hotelu w zakładce HOTELE). Meldujemy się i otrzymawszy kluczyki organizujemy się w pokojach. Do kolacji mamy jeszcze chwilkę czasu, więc czym prędzej idziemy na basen by w ostatnich promieniach słońca wziąć kąpiel. Jest cudownie – chciałoby się powiedzieć „chwilo trwaj”.  Pasino de Djerba czeka na nas z kolacją. Cudowne wnętrza, muzyka na żywo, tradycyjny taniec i rozkosz dla podniebienia. Jest pysznie i obficie. Smyk co prawda zasnął przy stole, ale nikomu to nie przeszkadzało. Jedliśmy owoce morza i inne pyszności. Niestety, nie wstąpiliśmy do kasyna choć zapędy były, ale jak tu grać w ruletkę ze śpiącym dzieckiem na rękach?  Oto nasze pierwsze kilka godzin na Djerbie.            ...

read more