Lumene – prosto z natury

To był przypadek. Fatum. Zrządzenie losu. Opatrzność. Jak zwał, tak zwał. Faktem jest, że nasze pierwsze spotkanie było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Fińskie kosmetyki Lumene zrobiły na mnie wrażenie i zakochałam się w nich od pierwszego zastosowania. Dotąd Finlandia postrzegana była przeze mnie jako doskonały kierunek kolejnej podróży. Cicha, spokojna, majestatyczna z cudownej urody naturą.

 

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Tą cudowną urodę i zarazem prostotę odnajdziemy też w kosmetykach Lumene. W Finlandii marka znana jest od lat czterdziestych, początkowo jako firma farmaceutyczna, później w latach siedemdziesiątych staje się jedną z wiodących firm na rynku produktów przeznaczonych do pielęgnacji skóry twarzy i ciała. Ale dobra sława pochodzi nie tylko z dbałości o swoje wyroby, również dbałości o środowisko naturalne, z którego tak wiele czerpie. Ta swoistego rodzaju symbioza możliwa jest dzięki naturalnym cechom Finów – umiłowaniu natury i prostoty życia. Piękno według Finów to składowa prawidłowego odżywiania, uprawianie sportów, spędzanie czasu na łonie przyrody oraz skuteczna pielęgnacja.  Tak, to właściwie filozofia, która przekłada się na nasze zdrowie i urodę. Harmonia, tak jak w naturze, którą to w surowej i ujmującej postaci mieszkańcy tego północno europejskiego kraju doświadczają co dnia, jest przez przypadek doświadczana także przeze mnie.

 

 

W Finlandii kobiety są naturalnie piękne. Ich celem jest podkreślenie tego co w nich najlepsze. To z myślą o nich i innych kobietach powstała marka Lumene.  Inspiracją było ponoć krystalicznie czyste Jezioro Lummenne, znajdujące się w centrum pojezierza fińskiego. Wszystkie produkty Lumene cechuje najwyższa jakość pochodzenia naturalnego. Produkty tworzone są z nie skażonych składników, zbieranych ręcznie takich jak: arktyczna róża, czarna porzeczka, żurawina, borówki, torf, biały torf, wrzos, siemię lniane i wiele innych. Kosmetyki nie zawierają parabenów, nie są testowane na zwierzętach, a ich opakowania nie są szkodliwe dla środowiska. Marka jako pierwsza zaczęła stosować ręcznie zbierane arktyczne jagody, które po przetworzeniu według naukowych procedur tworzyły bezpieczne dla zdrowia i środowiska odżywiające produkty pielęgnacyjne. Niebagatelne znaczenie odgrywa również arktyczna woda źródlana używana przy produkcji kosmetyków Lumene.  Jakość fińskiej wody jest oceniana najwyżej na świecie między innymi wg. Unesco World Water Assessment Program 2003.

 

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Jako, że

 

„czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko”

 

postanowiłam na własnej skórze sprawdzić fińską, arktyczną moc zamkniętą w trzech mini produktach firmy Lumene.

Zaczęłam od … sauny. Tak, to również fiński wynalazek popularny i oczywisty w Finlandii tak bardzo, że nie sposób go pominąć rozpoczynając fiński tydzień dla urody.

 

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Lumene SISU, maska oczyszczająco-detoksykująca to był pierwszy kosmetyk, po który sięgnęłam. Po saunowaniu moja skóra była gotowa na przyjęcie wszelkich dobrodziejstw. Byłam gotowa na detoks i oczyszczenie, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Zgasiłam komputer, wyłączyłam telefon, oczyściłam twarz, nałożyłam odpowiednią warstwę kosmetyku i na piętnaście minut wygodnie ułożyłam się w ulubionym fotelu. Moja zmęczona skóra, narażona na szkodliwy wpływ mojego kochanego, śląskiego środowiska wreszcie mogła odpocząć. Otulona ekstraktem z kory arktycznej sosny i z sęków arktycznego świerku, oleju z nasion arktycznej borówki brusznicy oraz czarnej jagody nabierała kolorytu i blasku. Bezpośrednio po nałożeniu maseczki odczuwałam delikatne mrowienie, ale nie było ono w żaden sposób nieprzyjemne, bolesne czy uciążliwe. Po wskazanym czasie zmyłam kremową maź, która częściowo zdążyła się wchłonąć. Robiłam to tak, jak robi się peeling, gdyż maseczka zawiera minimalne drobinki. Do rytuału wróciłam jeszcze kilkukrotnie, na tyle bowiem pozwoliło mi 15 ml opakowanie mini produktu. Moja twarz zaprzyjaźniła się z maseczką doceniając jej moc. Już po pierwszej aplikacji buzia wyglądała na wygładzoną, rozjaśnioną, pory były zwężone, a koloryt znacznie się poprawił.  

 

Fot. Katarzyna Kopeć

    

Latem w Finlandii, a w szczególności w Laponii, doświadczamy ciągłego arktycznego dnia. Wtedy słońce ani na chwilę nie chowa się za horyzontem. Być może właśnie dlatego stworzono krem działający przez 24 rodziny, ot tak, aby doskonale się sprawdził w czasie takiego przydługiego dnia. Mowa o drugim kosmetyku, który spotkał się z moją twarzą. Krem Intense Hydration 24H Moistrizer z linii Lähde to rytuał nawadniający i dotleniający. Innowacyjne formuły produktów z tej linii oparte są na wspomnianej wcześniej arktycznej wodzie źródlanej. Charakteryzuje się ona przyjaznym dla skóry PH oraz wysoką zawartością mikro- i makroelementów. Testowany przeze mnie krem przeznaczony był do każdego typu cery, a jego zadaniem było i jest głębokie nawilżenie. Dzień, w którym po raz pierwszy nałożyłam go rankiem na twarz był dniem ekstremalnym pogodowo. Słupki termometrów szalały wskazując ponad 35 stopni Celsjusza. Czy termalna woda poradzi sobie z afrykańskim upałem? – zastanawiałam się otwierając białe pudełeczko. Na początek spodobał mi się zapach kremu. Niezwykle subtelny i delikatny. Lubię jak kremy do twarzy pachną jednak nie intensywnie, raczej ledwo wyczuwalnie. Konsystencja również przypadła mi do gustu. Krem łatwo się rozprowadzał i szybko wchłaniał. Unikatowa technologia Hydra – Technology zapewniła natychmiastowe nawilżenie i stopniowe, ale zarazem długotrwałe nawodnienie w głębokich partiach skóry. Nawet w ten mega upalny dzień krem dobrze się nosił i do niczego nie mogę się przyczepić. Już po kilku dniach poczułam, że moja doświadczona promieniami słonecznymi kilku ostatnich wyjazdów twarz odzyskuje zdrowie i wygląda na wypielęgnowaną.

 

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Być może dziennemu super bohaterowi mojej kosmetyczki przyszedł z pomocą „nocny stróż” czyli Lumene VALO, krem z witaminą C na noc. Lumene VALO przywraca skórze promienny blask. Działa na zasadzie technologii rozświetlającej oraz na bazie ekstraktu z arktycznej maliny moroszki, który dzięki witaminom, C, E i A wzmacnia skórę i wydobywa jej młodzieńczy blask. Ponadto witamina C, kwas hialuronowy i arktyczna woda źródlana natychmiast nawilżają i ujędrniają skórę. W efekcie skóra jest miękka, nawodniona i wygląda zdrowo i młodo. O tak, za młody wygląd niejedna kobieta oddała by duszę diabłu. Szczerze powiedziawszy Lumene VALO to nie była moja miłość od pierwszego wejrzenia. Nawet nie od drugiego, to raczej miłość z rozsądku. Krem jest nieco gęstszy niż krem Intense Hydration 24H Moistrizer. Niby dobrze się rozprowadza, dość dobrze wchłania… jednak, jakoś nie wiedzieć czemu nie mogłam się nim zachwycić. Czułam się jakość cięższa na twarzy. Może to dlatego, że mimo wiedzy o zbawiennych skutkach stosowania kremów na noc, jakoś za nimi nie do końca przepadam. Przepadam za to za kremami słodkimi choć wiem, że ich spożywanie szczególnie na noc, ma skutki brzemienne. Ale wracając do Lumene VALO – kiedy po kilku nocach z rzędu nie przestraszyłam się rano swego odbicia w lustrze pomyślałam, że może jednak warto „karaluchy do poduchy, a szczypawki do zabawki, a Lumene VALO na twarz”.

 

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Na koniec wisienka na torcie czyli absolutne must have. Mowa o pierwszej w Polsce linii do makijażu hybrydowego – Invisible Illumination by Lumene. Miałam okazję wypróbować INSTANT GLOW czyli serum tonizujące oraz rozświetlacz NORDIC LIGHT INSTANT ILLUMINIZER. Oba produkty dla mnie osobiście to rewelacja. Proste i szybkie w użyciu dające mega efekt.  Serum tonujące Invisible Illumination to płynna formuła, wzbogacona o kompleks odbijających światło pigmentów, delikatnie wyrównująca koloryt skóry i dodająca jej niezwykłego blasku. Nie zawiera parabenów, donorów formaldehydu, oleju mineralnego. Serum jest bardzo wydajne. Wystarczy kilka kropel rozprowadzić na twarzy. Można używać go samodzielnie lub pod podkład, aby dodać makijażowi wyjątkowego blasku i świeżości. Z kolei rozświetlacz, również płynny, wtapiając się w skórę sprawia, że cera wygląda świeżo i zdrowo, a odbijające światło pigmenty nadają jej wyjątkowego blasku. Kosmetyk aplikuje się na szczyty kości policzkowych, pod łuki brwiowe i wszędzie tam gdzie potrzebuje się dodatkowego rozświetlenia.

 

Reasumując, testy kosmetyków Lumene to była czysta przyjemność, a rekomendacją niech będzie fakt, że już zabieram się za pisanie listu do św. Mikołaja z prośbą o Luumene. Pewnie mnie zrozumie i wysłucha, wszak też pochodzi z Finlandii.

 

Fot. Katarzyna Kopeć

Author: Smyk

Share This Post On
468 ad

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *