Słodka podróż dookoła świata

Dziś coraz częściej podróżujemy nie tylko do miejsc, ale i do ludzi, zdarzeń, historii, zapachów, kolorów… Zbieramy niczym kolekcjonerzy uczucia, rozmowy, dźwięki, ulotne chwile zatrzymane w kadrze, smaki… Bogactwo tych ostatnich może nas zaskoczyć, wszak „co kraj to obyczaj”. Podróżując warto próbować lokalnej kuchni. Przemierzając świat z dzieckiem nie sposób pominąć miejscowych słodyczy. Okazuje się, że bez względu na szerokość geograficzną miłość do nich jest równie wielka. Niektóre słodkości można spotkać tylko w danym kraju, inne zyskały międzynarodową sławę.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Tak rzecz się ma z pączkiem, który jest naszym rodzimym smakołykiem. O tym słodkim drożdżowym pieczywie wyrabianym z „garowanego” ciasta i formowanym w nieco spłaszczone kule z nadzieniem w środku przypominamy sobie najczęściej w Tłusty Czwartek. Pączek może mieć nadzienie z konfitury, z czekolady, z budyniu lub likieru. Smaży się go na głębokim tłuszczu, a następnie lukruje lub posypuje cukrem pudrem. Okazuje się, że nieco zmodyfikowaną wersję pączka możemy odnaleźć w Islandii.

 

Wulkany, gejzery i kleinur

 

Islandia to niezwykły kraj, urzekający przyrodniczo, pełen lodowców, wulkanów, gejzerów oraz gorących źródeł. Pomiędzy obserwacją maskonurów warto skosztować islandzkich słodyczy. Kleinur jest jednym z bardziej znanych. Najczęściej podaje się na go stół podczas świąt Bożego Narodzenia. To takie islandzkie skręcone pączki lub, jak chcą inni, faworki, upieczone m.in. na bazie kwaśnego mleka i proszku do pieczenia. Typowo islandzką specjalnością są z też gammeldags lakrids, czyli anyżowo-lukrecjowe żelki. Wśród turystów ta propozycja wzbudza pewne kontrowersje i raczej rzadko zaliczana jest do kategorii „pyszne”.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Żelki bowiem najpierw są słodkie, potem stają się słone, a na końcu można wyczuć specyficzny apteczny posmak. Większość islandzkich słodyczy zawiera w sobie bowiem lukrecję. Z uwagi na kształt i barwę żelek, mówi się o nich „uszczelki” lub „blaszki”. Maluchom o wiele bardziej posmakować powinny pinacolada i browi islandzkie. Pierwsze jest ciastem pachnącym kokosem i ananasami wykonanym na bazie lekkiego biszkoptu, do którego dodaje się jako nadzienie delikatny krem budyniowy, drugie mocno czekoladowym i wilgotnym.

 

Wyspiarska tradycja

 

Wielką Brytania na podróż z dzieckiem to doskonały pomysł. Można poszukać tu śladów średniowiecznego Króla Artura, Piotrusia Pana, Robin Hooda, legendarnego potwora z Loch Ness czy Sherloka Holmesa. Sam Londyn prócz Big Bena, Tower Bridge oferuje dzieciom rewelacyjne muzea – Muzeum Nauki, Muzeum Historii Naturalnej, Muzeum Dzieciństwa i Zabawek. Robiąc przerwę w zwiedzaniu na obowiązkową popołudniową herbatkę skosztujmy tu keksa.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Tak, to znane nam ciasto pochodzi właśnie z Anglii. Oryginalny keks jest okrągłym ciastem, składającym się prawie wyłącznie z prawdziwych suszonych owoców i bakalii szczelnie oblanych lukrem. Ta warstwa cukrowa nie pozwala wydobyć się powietrzu, nie wpuszcza go też do środka. Owoce naturalnie konserwują ciasto, powodują powstawanie niewielkich ilości alkoholu. Dzięki temu keks może być przechowywany bardzo długo, a jest to ważne, bowiem ciasto to jest tradycyjnym ciastem weselnym. Wręcza się go parze młodej w dniu ślubu. Młodzi rozkrawają je i jedzą dopiero w momencie narodzin pierwszego dziecka. Ciasto musi więc wytrzymać co najmniej 9-12 miesięcy. Z kolei odwiedzając Oksford czy Cambridge najprawdopodobniej spotkamy amarettiscuri. Te ciasteczka szczególnie upodobali sobie studenci, którzy raczą się nimi w czasie sesji egzaminacyjnej. W ich składzie znajdziemy m.in. migdały, wspomagające pamięć i koncentrację. Amarettiscuri wierzch mają chrupiący, środek zaś miękki i wilgotny i tak naprawdę smakują nie tylko studentom.

 

Królestwo baklavy i chałwy

 

Niewątpliwie królestwem słodkiej baklavy jest Turcja. Położona w  Azji oraz częściowo w Europie czerpie z tradycji obu kontynentów. Polacy najczęściej odwiedzają ją w czasie wakacji. Urlop z dzieciakami w Turcji to czas relaksu i zabawy. Korzystając ze słońca, wody i innych atrakcji nie sposób nie skosztować baklavy.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Duzi i mali sięgają po nią równie często. Przygotowuje się ją na bazie ciasta podobnego do francuskiego, jednak jest to najczęściej turecka yufka, bułgarska kora lub pochodzące z Grecji ciasto filo. Cieniutkie ciasto przekładane jest warstwami miodu z drobno zmielonymi pistacjami, migdałami lub orzechami. Wierzch baklawy polewa się słodkim syropem albo lukrem. Najlepsze wypieki tego typu pochodzą ponoć z Anatolii. Tureckie dzieciaki nie wyobrażają sobie też życia bez chałwy. Chałwa sezamowa to najpopularniejszy turecki smakołyk. Jego sława rozeszła się szeroko poza tureckie granice bo znana jest na całych Bałkanach i w zachodniej Azji a i w Europie spotkać ją można na sklepowych półkach, zazwyczaj w różnych smakach i z różnymi dodatkami.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Turcy kupują chałwę sezamową na kilogramy. Koneserzy cenią smak zwłaszcza chałw o smaku pistacjowym, z orzechami lub bakaliami.  Dzieciakom szczególnie smakuje Pişmaniye. To nietypowa chałwa, wyglądająca jak kłębuszki waty cukrowej, z dodatkiem ekstraktu waniliowego, wytwarzana przez Turków z cukru i mąki pszennej. Jest bardzo delikatna w smaku i niezwykle puszysta. Można o pişmaniye dowcipnie powiedzieć, że to kandyzowana „owcza wełna”. Polskim dzieciakom przywodzi w pamięci również watę cukrową lub makaron.

 

Wagashi czy yōgashi

 

Pozostając w Azji odwiedzamy Japonię. Kraj Kwitnącej Wiśni nadal jest dla nas odmienny kulturowo, a tym samym tak bardzo fascynujący. Kraj orgiami, zielonej herbaty, karaoke i sushi oferuje też pyszne słodycze. Kasutera to miodowe japońskie ciasto, przypominające w strukturze gąbkę, które podobne jest nieco do biszkoptu. Ciasto to przywędrowało do Nagasaki w XVI wieku za sprawą europejskich misjonarzy lub kupców z Półwyspu Iberyjskiego. Tradycyjnie wytwarzane jest z czterech składników: mąki, cukru, jaj i miodu. Choć kasutera przywędrowała do kraju, to stała się na tyle popularna”, że zaliczono ją do wagashi, czyli tradycyjnych japońskich słodyczy ( w odróżnieniu od yōgashi – słodyczy w stylu europejskim). Można ją kupić zarówno w supermarketach, jak i cukierniach.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Japończycy raczej nie przyrządzają jej w domu. Przepis jest ponoć czasochłonny i wymaga niezwykłej precyzji. Sekret na udany wypiek podobno leży w powolnym pieczeniu. Dobre ciasto biszkoptowe powinno być lekkie i puszyste, w środku jasne, pięknie kontrastujące z górą i spodem, na które składa się słodka, brązowa, skarmelizowana skórka. Tradycyjnie dodaje się do kasutery miodu, ale piecze się również wersje z czekoladą bądź zieloną herbatą matcha. Odcinając boki, powinniśmy ujrzeć żółty, mięciutki miękisz ciasta. Efekt uzyskuje się bez dodawania proszku do pieczenia czy sody.

 

Hit z Brazylii

 

Piąte co do wielkości państwo świata jest krajem pełnym kontrastów. Najczęściej kojarzone jest z ogromnym amazońskim lasem, plażami, piłką nożną i siatkówką no i rzecz jasna fiestą karnawału. Od 2012 roku Brazylia znana jest też z brigadeiros. Wtedy to w magazynie „Saveur” opublikowano listę stu najbardziej pożądanych smaków świata. Brazylijskie brigadeiro znalazło się na tej liście pokonując takie rarytasy jak zielone wino, orzechy brazylijskie, czeskie piwo czy chińskie jajka barwione w liściach herbaty.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Dziś to słodka wizytówka Brazylii. Pralinki zostały wymyślone w roku 1940 r. i nazwane na cześć brygady Eduardo Gomesa znanego generała i polityka. Trufle powstają z połączenia kakao w proszku, mleka skondensowanego i masła. Następnie otacza się je w czekoladowych wiórkach lub cukrze, albo kolorowych cukiereczkach. Brazylijczycy zupełnie zwariowali na punkcie brigadeiros, a i odwiedzający Brazylię potwierdzają wyjątkowy smak.

 

Tunezyjskie słodkości

 

Kto choć raz odwiedził Tunezję ten wie, że tamtejsze słodycze są niezmiernie słodkie. Nie da się ich zjeść zbyt dużo, mimo to turyści bardzo je lubią. Obowiązkowo należy tu spróbować „rożka gazeli”. To ciastka w kształcie półksiężyca z migdałowym lub daktylowym nadzieniem i cukrową posypką. Ciasteczka te możemy zjeść również w Maroku. Chyba najsłodszym z tunezyjskich słodyczy jest loukoum – kleista masa składająca się głównie z cukru i skrobi. Jako dodatki spotkać można w niej posiekane orzechy czy bakalie. Podawana jest w formie małych kosteczek.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Przysłowie arabskie mówi, że dzieci są skrzydłami rodziców. Być może dlatego w Tunezji nie żałuje się dzieciom słodkości. Kolejnym jest makhroud – słodkie ciasteczko z grysiku z ciecierzycy. Nasączane jest ono miodem. Czasem dodaje się również bakalie. Jednym z bardziej znanych rarytasów tunezyjskich jest kaak – słodkie okrągłe ciastko wyrabiane w kilku wersjach – pistacjowe, migdałowe, bez dodatków. Aromatu dodaje mu woda różana. Popularna jest tu również baklava. Jak łatwo zauważyć w tym północnoafrykańskim kraju słodycze robi się na bazie miodu oraz badali i daktyli.

 

Jeśli lody to tylko w…

 

W trakcie naszej słodkiej podróży nie sposób nie zajrzeć do Francji oraz Włoch. W obu krajach gotowanie jak i jedzenie to czysta przyjemność. Dzieciaki zarówno we Francji jak i we Włoszech liczyć mogą między innymi na pyszne lody, których autorstwo przypisują sobie jedni i drudzy. We Francji popularne są lody smażone. Owijamy gałki w ciasto francuskie i wrzucamy na 1-2 minuty na głęboki tłuszcz.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fot. Katarzyna Kopeć

 

Gotowy deser – wyjątkowo ciekawe połączenie ciepła z orzeźwiającym chłodem lodów – podajemy natychmiast polewając całość musem truskawkowym i dekorując listkiem melisy oraz przepołowioną truskawką. Włosi ukochali lody do tego stopnia, iż liczne lodziarnie odwiedzają niemal cały rok. Będąc w Wiecznym Mieście z maluchami warto odwiedzić San Crispino przy Via della Panetteria. Prawdziwie kremowe i ciężkie lody zamawia się w słynnej La Palma przy Via della Maddalena.

Bez względu gdzie i jakie smakołyki przyjdzie nam i dzieciakom smakować należy pamiętać o dwóch sprawach – umiarze oraz myciu zębów po ich zjedzeniu.

 

Katarzyna Kopeć

 

Author: Smyk

Share This Post On
468 ad

6 komentarzy

  1. aż ślinka cieknie na te smakołyki. fajny post i dowiedziałam się kilku fajnych rzeczy.

    Post a Reply
    • Jutro będzie można objeść się bez wyrzutów sumienia 🙂

      Post a Reply
  2. Ależ tu u Ciebie dużo słodkości 🙂 Póki co znam te z Tunezji, natomiast nie ukrywam, jeszcze wiele innych też bym spróbowała 🙂

    Post a Reply
    • Dlatego zawsze staramy się w danym miejscu kosztować jak największą ilość lokalnych potraw i słodyczy. Czasami jest rozczarowanie, a czasami „miód w gębie” 🙂

      Post a Reply
    • My też 🙂 Jedlibyśmy tonami.

      Post a Reply

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *